Mikołaj Sęp Szarzyński
Sebastian Grabowiecki
Stanisław Grochowski
Kasper Twardowski
Hieronim Morsztyn
Szymon Zimorowic
Kasper Miaskowski
Maciej Kazimierz Sarbiewski
Daniel Naborowski
Łukasz Opaliński
Krzysztof Opaliński
Jan Andrzej Morsztyn
Zbigniew Morsztyn
Wacław Potocki
Wespazjan Kochowski
Stanisław Herakliusz Lubomirski
Józef Baka
Poeci "minorum gentium"
Samuel Twardowski
Jan Chryzostom Pasek
Jędrzej Kitowicz
Benedykt Chmielowski
Jan III Sobieski
Varia
Opracowania
Stanisław Serafin Jagodyński
(ok. 1594 – ok. 1644)
Stanisław Serafin Jagodyński urodził się w 1594 (lub w 1595) r. na Żmudzi w ubogiej rodzinie szlacheckej herbu Korwin. Studia odbył w Akademii Wileńskiej, następnie mieszkał w Wilnie lub w okolicy. Od 1619 do 1620 r. studiował prawo w Krakowie. Pozostając na usługach możnych rodów litewskich kilkakrotnie podróżował do Włoch, gdzie kontynuował studia prawnicze na uniwersytetach w Padwie i w Bolonii. W l. 1627–1628 przebywał na dworze biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego. Pod koniec życia osiadł pod Krakowem. Zmarł najpóźniej w 1644 r. Oprócz twórczości literackiej zajmował się heraldyką, paremiografią i kaligrafią. Wydał m.in. dwa zbiory epigramatów:
Grosz
(ok. 1618) i
Maszkary mięsopustne i powszechne
(ok. 1622), zbiór fraszek pt.
Dworzanki
(1620) oraz zbiór łacińskich i polskich pieśni religijnych pt.
Pieśni katolickie nowo reformowane z polskich na łacińskie a z łacińskich na polskie przełożone, niektóre też nowo złożone
(1638). Był także tłumaczem literatury włoskiej (m.in. F. Saracinelli,
Wybawienie Rugiera z wyspy Alcyny
).
PIEŚNI KATOLICKIE NOWO REFORMOWANE
(wybór)
Pieśń piętnasta adwentowa
Archanioł Boży Gabryjel
Posłan do Panny Maryjej,
Z majestatu Trójce Świętej
Tak sprawował poselstwo k niej:
"Zdrowaś Panno, łaski pełna,
Pan jest z tobą, to rzecz pewna".
Panna się wielce zdumiała
Z poselstwa, które słyszała,
Pokorniuchno się skłoniła
Jako Panna sromieźliwa,
Zasmuciła się z tej mowy,
Nic nie rzekła aniołowi.
Ale poseł z wysokości
Napełnił Boskiej mądrości,
Rzekł jej: "Nie bój się, Maryja,
Naszczęśliwszaś, Panno miła,
Nalazłaś łaskę u Pana,
Oto poczniesz jego Syna".
Jezus wzowiesz imię jego,
Będzieć Synem Najwyższego,
Wielki z strony człowieczeństwa,
A niezmierny z strony Bóstwa
Wieczny Syn Ojca wiecznego,
Zbawiciel świata wszytkiego".
"A jakożby to mogło być? –
Jęła Panna k niemu mówić –
Ja nie chcę męża nigdy znać".
Jął jej anioł tak powiadać,
Iż Duch Święty z swej miłości
Sprawi to w tobie w czystości.
Temu Panna uwierzyła,
Przyzwalając, tak mówiła:
"O pośle Boga wiecznego,
Gdyż to wola Pana mego,
Toć ja służebnica jego,
Stań się według słowa tego".
Rychlej niżby kto mgnął okiem
Stał się Syn Boży człowiekiem
W żywocie Panny naczystszej
Ze krwie czystego serca jej,
Sprawą Boga wszechmocnego,
Miłośnika człowieczego.
I toć wielka miłość była
Boga Ojca, jego Syna,
Iż dla człowieka grzesznego
Z majestatu naświętszego,
Z miłości wiecznej przed wiekiem
Stał się Syn Boży człowiekiem.
O aniele Gabryjele,
Naślachetniejszy aniele,
O pośle naznamienitszy,
Nie jest równy tobie inszy,
Z poselstwa, któreś sprawował
Znać, iż cię Bóg umiłował.
Pośle Boga wszechmocnego,
Gdyś tak w wielkiej łasce jego,
Módl się do Pana za nami
I do tej Naświętszej Panny,
Abyśmy z grzechów powstali,
Po śmierci z nim królowali.
Bogu Ojcu Wszechmocnemu,
Synowi jego miłemu
I Duchowi Naświętszemu,
Bogu w Trójcy Jedynemu,
Dziękujmy dziś w pokorności,
Z tak wielkiej jego miłości.
Amen.
Pieśń o wieku człowieczym
Świta, mierzka, bieżą lata,
Ludzie młodo schodzą z świata,
Starszy dziś każdy niż wczora,
Słońce niżej do wieczora.
Miesiąc tak nie świeci w nocy,
Choć ma gwiazdy na pomocy,
Nie jasna szara poświata,
Nie celuje zima lata.
Już z południa wszytko niżej,
Człowiek brnie do kresu bliżej,
Ziemia mieni urodzaje,
Wiek dzisiejszy mdły lud daje.
Wywiodły się lata dawne,
Zmarły czasy złote sławne,
Dziś nastały ołowiane,
Nasze szczęście malowane.
Niebo nam żelazne stało,
Rosę zbożu zatrzymało,
Matka się piecze od słońca,
Nie podaje latu wieńca.
Dziatki chowa na obroku,
Źle z nowego, co do roku,
Wszytko się nam opak wiedzie,
Siedziemy tu jak na ledzie.
Żywioły niesprawiedliwe,
Mars z Saturnusem zwadliwe,
Rządzą miesiącem i światem,
Tłumią macicę z jej kwiatem.
Snadź już wiek ostatni schodzi,
Charybdis na szczudle chodzi,
Żagle łamie, rwie kotwice,
Gdzie chce tam sypie granice.
Walczy dziś młodość z starością,
Miece los o reszt prędkością,
Wiatry od zachodu wieją,
Ludzie w młodości grzybieją.
Włosy lata uprzedzają,
Cześć starości wyrządzają,
Kwitnie głowa, kwitnie broda,
Płynie młodość jako woda.
Chwiejemy się jako trzcina,
Wiek nasz jako pajęczyna,
Gdy już było zbierać z pola
Ręce popalił Scewola.
Znowu z rycerza dzieciątko,
Przed nim harcuje koźlątko,
Wzdycha młodość wspominając,
Na koźlątko poglądając.
Przesiadł się z konia na krzesło,
Na leciech mu barzo zeszło,
Coś go chodząc szczypie w nogi,
Przedtym mu lew nie był srogi.
Zegar mu godziny bije,
Piesek pod nim leżąc wyje,
Śmierć nań woła: "Złóż swe brzemię!",
W ziemi koniec człeka z ziemie.
Dies irae...
Dzień on, dzień sądu Pańskiego
Świat w proch zetrze, świadkiem tego
Dawid z Sybillą wszyskiego.
Jaki wielki tam strach będzie,
Gdy sam Bóg na sąd zasiędzie
I wytrząsać wszytko będzie.
Trąba dziwny głos puszczając,
Groby ziemskie przenikając,
Wszytkich wzbudzi pozywając.
Zdumieje się przyrodzenie
I śmierć, gdy wstanie stworzenie
Na ostatnie rozsądzenie.
Księgi spisane wystawią,
Które każdą rzecz wyjawią,
Z czego na świat dekret sprawią.
Gdy tedy Sędzia zasiędzie,
Wszelka skrytość jawna będzie,
Kaźni żaden grzech nie zbędzie.
Coż tam pocznę, człek mizerny,
Kto mi patron będzie wierny,
Gdzie i świętym strach niezmierny?
Królu tronu straszliwego,
Co darmo zbawiasz każdego,
I mnie z łaski zbaw grzesznego.
Wspomni, Panie Jezu drogi,
Żeś się dla mnie stał ubogi,
Nie gubże mię w dzień ów srogi.
Szukałeś mię spracowany,
Odkupiłeś krzyżowany,
Niech ci twe nie giną rany.
Sędzio mściwy, sprawiedliwy,
Daj nam odpust miłościwy,
Nim przyjdzie twój sąd straszliwy.
Wzdycham winien sądu twego,
Wstyd mię żywota mojego,
Nie sądź, Boże, pokornego.
Ty, coś Maryją rozgrzeszył
I łotra w skrusze pocieszył,
We mnieś też nadzieję wskrzesił.
Znam się w prośbach niegodnego,
Wszak ciebie proszę, dobrego,
Zbaw mnie od ognia wiecznego.
Daj mi miejsce z owieczkami,
Nie odłączaj mnie z kozłami,
Na prawicy staw z sługami.
Pohańbiwszy potępionych.
W ogień wieczny osądzonych,
Wzow mię do błogosławionych.
Proszę duchem uniżonem,
Sercem jak popiół skruszonem,
Bądź mi do końca patronem.
Opłakanyż to dzień będzie,
Kiedy się z prochu dobędzie
Na sąd straszny człek mizerny;
Bądź mu, Boże, miłosierny!
Jezu, Panie łaskawy,
Daj zmarłym pokój prawy!
GROSZ
(wybór)
Do czytelnika
Myśliłem dla przyjaciół o jakiej kolędzie,
Ale mniemam, iż każdy z grosza kontent będzie.
A iż ten mądr, kto go ma, toć i ten niegłupi,
Który chcąc mieć i umieć, grosze sobie skupi.
Grosz rząd
Dwa okręgi krąg świata obchodzą swym rządem:
Słońce po niebie, a grosz i wodą, i lądem.
Grosz sąd
Sprawiedliwość z wagami nie to li wyraża,
Że kto więcej nakłada, ten pewnie przeważa.
Grosz błąd
Obrazy świętych kują na groszu w mynicy,
A widzę, że i sami chwalą heretycy.
Grosz przyjaciel bliski
Przyjaciel daleko, Bóg wysoko, acz wszędzie,
Byle mieszek był blisko, przyjaciel przybędzie.
Grosz szlachectwo
Ziemianie w ziemi pyszczą dla grosza jak świnie,
I szlachectwo bez grosza nie tak płatne ninie.
Do szlachectwa grosza (jak do barana bobra)
Trzeba, dziś tylko szlachcic dobry, co ma dobra.
Grosz cena ludzka
Że dzisia pieniądz ważą, pieniąc wszytkich stroi,
Kto o pieniądz nie stoi, za pieniądz nie stoi.
Apoftegmata ludzkiej mądrości o groszowej zacności
* * *
Dobrze piszą: Pókim grosz miał,
To mnie bratem każdy zwał,
A jakom teraz chudzina,
Opuściła mię drużyna.
Ojcze groszu, wróć się do mnie,
A wnet bracia będą po mnie.
* * *
Lepszy Tomasz niż Niemasz, przełóż bez odporu
Kanclerz Sapieha wygnał Niemasza ze dworu.
I chudzi z tym Niemaszem nie mieszkają radzi,
Lecz ten pan znał, iż więcej panom Niemasz wadzi.
I mym byś tak, kanclerzu sławny, zabiegł wadam,
Byś na mnie rzekł: O To-masz, albo na się: Ja-dam.
Lecz bez śmiałości wotum zażywam i sromu,
Bogdaj Oto i Tomasz żył w Sapiehów domu.
* * *
Wierzam, z Kochanowskiego o duszach już wiecie,
Że jedna ma być w ciele, a druga w kalecie.
Jeśli zbyć której, tej to pozbyć z ciała,
Aby druga na pogrzeb w kalecie została.
Zob. także:
Jadwiga Kotarska, Muza staropolska "o groszowej zacności" (WBLP)
DWORZANKI
(wybór)
Białe głowy i ich mowy
Gdyby ta rzecz nie Pismem była potwierdzona,
Że niewiasta jest z męskiej kości uczyniona,
Uważając ich szepty i tak żwawe mowy,
Rzekłbych, iż Bóg z języka stworzył białe głowy.
Biada gorsza na dwa
Biedna bieda, gdzie biedak biedzie się przysiędzie,
Gdzie biedak biedkę pojmie, wszytko to tam będzie.
A gdy jeszcze ta biedków kobietka napłodzi,
To - ach, żal mi! - marszałkiem u biedy rej wodzi.
Toż tylko w zysku biedak z kobietką pojmuje,
Że go nigdy nic a nic nędza nie kosztuje:
Prawda, że lepiej "biada mnie" niźli "nam" mawiać,
Lecz zaś "błogo nam" lepiej niźli "mnie" wysławiać.
Konterfekt
Jan Okuń tu wyrażon, więc to dwoje dziwy:
Żyw jako malowanie, malowan jak żywy.
Byłoby więcej dziwów, jeno niedostaje,
Żeby malarz wyrażał z cnotą obyczaje.
Frasunek
Pytam jednego, ocz się tak barzo frasuje?
O zły byt, że go nazbyt – tak mi responsuje.
Nagrobek muszce
Tu leży mucha, która w czarze utonęła –
Co to pomoże, chocia we złocie zginęła?
Ucz się, człecze, rozumu od muszki w tej mierze:
Tak z gliny, jak ze złota jednako śmierć bierze.
Śmierć
* * *
Próżno masz te zegarki, śmierci niepocześna,
I godzin nie masz pewnych, i nigdyś niewcześna.
* * *
Nie dziw, iż tak łakomie na ludzie śmierć zjadła:
Ano, i siebie samą do kości objadła.
* * *
Młodych, starych śmierć równo pędzi do mogiły,
Bo się na ludziach nie zna, oczy jej wygniły.