﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" href="szablon-stary-barok-tooltips.xsl"?>


<!--
UWAGI ODNOŚNIE DO KODOWANIA:

tagi używane w tekstach poetyckich:
   <l>linijka tekstu wierszowanego</l>
   <l n="15">wers z numerem na marginesie</l>
   <l rend="indent">wers z wcięciem</l>
   <l n="20" rend="indent">wers z wcięciem i z numerem</l>

zwrotka tekstu wierszowanego:
   <lg>  
      <l>pierwsza linijka</l>
      <l>druga linijka</l>
   </lg>

tagi używane w kodowaniu prozy:
   <p>akapit prozy</p>
   <p>następny akapit, itd.</p>

tytuły wierszy, rozdziałów etc.:
   <head>Tytuł</head>

części, rozdziały, poszczególne wiersze:
   <div>tu umieszczamy całą część tesktu, strofy, akapity itd.</div>
   <div type="poem">poszczególne wiersze w obrębie zbioru</div>
   <div type="chapter">poszczególne rozdziały prozy</div>
   
kursywa, wyróżnienia:
   <emph>żeby nie komplikować, używany jest tylko jeden tag</emph>

uzupełnienia wydawcy, aparat, przypisy:
   <add>wyrazy (litery) uzupełnione przez wydawcę; automatycznie zostaną dodane nawiasy ostre</add>
   <note>treść przypisu (komentarz, objaśnienia)</note>
   <note type="aparat">aparat krytyczny: komentarz do bieżącego miejsca</note>
   używane znaki utf (żeby nie korzystać z encji):
   –   (=półpałza)
   „ ” (=cudzysłów zwykły)
   ‘ ’ (=cudzysłów do znaczeń)
-->

<TEI>
  <teiHeader> 
    <fileDesc>
      <titleStmt>
        <title>Roksolanki, to jest Ruskie panny</title>
        <author>Szymon Zimorowic</author>
        <respStmt>
          <resp>wyd.</resp>
          <name>Radosław Grześkowiak</name>
        </respStmt>
      </titleStmt>
      <publicationStmt>
        <publisher>Staropolska.pl</publisher>
        <availability status="free">
          <p>Distributed by the Pedagogical University in Krakow under a <ref target="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/">Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0 License</ref>.</p>
        </availability>
        <date>2.04.2013</date>
      </publicationStmt>
      <sourceDesc>
        <bibl>Szymon Zimorowic, <i>Roksolanki to jest Ruskie panny</i>, wyd. Radosław Grześkowiak, Warszawa 1999 („Biblioteka Pisarzy Staropolskich” 13).</bibl>
      </sourceDesc>
    </fileDesc>
    <profileDesc>
      <creation> 
        <date>1629/1654</date>
      </creation> 
      <textClass> 
        <keywords scheme="słowa kluczowe">
          <term>Szymon Zimorowic</term>
          <term>Roksolanki to jest Ruskie panny</term>
          <term>poezja</term>
          <term>sielanka</term>
          <term>barok</term>
        </keywords>
      </textClass> 
    </profileDesc>
  </teiHeader>
  <text>
    <body>
      <div type="collection">
      <head>WTÓREGO CHÓRU, MŁODZIEŃSKIEGO</head>
      <!-- tu się zaczynają poszczególne wiersze -->
        <div type="poem">
        <head>Pierwszy</head>
        <head>HELIODOR</head>
          <lg>
            <l>Kiedy Amfijon, lutnista ćwiczony,</l>
            <l>na dziewięć buntów nawiązane strony</l>
            <l rend="indent">przy cichym trącał Kaistrze,</l>
            <l rend="indent">już tam naprzedniejsze mistrze,</l>
            <l n="5" rend="indent">którzy się szczycą Taliją,</l>
            <l rend="indent">celował swą melodyją.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Abowiem ciała leśne próżne ducha</l>
            <l>na jego granie nadstawiały ucha;</l>
            <l rend="indent">nawet dąbrowy zielone</l>
            <l n="10" rend="indent">i doliny rozłożone,</l>
            <l rend="indent">drzewa, góry, rzeki, skały </l>
            <l rend="indent">muzyki onej słuchały.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Ptacy nad jego wieszały się czołem,</l>
            <l>źwierz go otaczał jednostajnym kołem,</l>
            <l n="15" rend="indent">rzeki nieme i żywioła </l>
            <l rend="indent">nierozumne – owo zgoła</l>
            <l rend="indent">wszytkie powszechne stworzenia </l>
            <l rend="indent">do jego spieszyły pienia.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>O boska lutni, coś za władzą miała,</l>
            <l n="20">kiedyś do siebie wszytek świat zwabiała?</l>
            <l rend="indent">Co to za rozkoszne dźwięki </l>
            <l rend="indent">wynikały z onej ręki,</l>
            <l rend="indent">że ich przewyborne tony </l>
            <l rend="indent">przenikały płód stworzony?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Wierzę, nie miałaś inakszej wdzięczności,</l>
            <l>tylko żeś pieśni grała o miłości,</l>
            <l rend="indent">która przez jedno skinienie </l>
            <l rend="indent">jakoby przez głośne pienie</l>
            <l rend="indent">wszytek krąg ziemski pociąga </l>
            <l n="30" rend="indent">i z niska nieba dosiąga.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>O ogniu, który gdy się w serce wkradniesz,</l>
            <l>ciałem i duszą potajemnie władniesz,</l>
            <l rend="indent">tobie gwoli na spinecie </l>
            <l rend="indent">i na cichym grawam flecie,</l>
            <l n="35" rend="indent">ty mnie daj z twych przyjemności </l>
            <l rend="indent">iskierkę jednę miłości.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Drugi</head>
        <head>AMARANT</head>
          <lg>
            <l>Niech się insze w bogate stroją złotogłowy,</l>
            <l>niech skarby na się biorą, niech bryzują głowy,</l>
            <l>niech<add>aj</add> dyjamentami palce swe okują,</l>
            <l>niech szyje zamorskiemi perłami osnują.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Fraszka szumne ubiory, fraszka i bławaty,</l>
            <l>bowiem nie tak na złoto ani pyszne szaty,</l>
            <l>nie tak się zapalają prędko na pieniądze,</l>
            <l>jako na przyrodzoną gładkość ludzkie żądze.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nie pomogą niewdzięcznej twarzy drogie sztuki,</l>
            <l n="10">nie ozdobią jej włosów przyprawnych peruki.</l>
            <l>Grunt uroda, komu tej jednej nie dostaje,</l>
            <l>nie dadzą jej bogactwa ani obyczaje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Przeto milszaś ty u mnie, nadobna dzieweczko,</l>
            <l>gdy się z prosta ubierzesz w cieniuchne giezłeczko,</l>
            <l n="15">niżeli niepozorna panna, chociaż szatna;</l>
            <l>milszaś ty mnie w koszuli, dziewczyno udatna.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Jeżeli-ć i ta cięży, zrzućże ją z siebie; </l>
            <l rend="indent">i bez niej, ma pociecho, przyjmę ja ciebie.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Trzeci</head>
        <head>HILARION</head>
          <lg>
            <l>W chwilę wesołą pod wieczór zalotny</l>
            <l>przyleciał do mnie coś za bożek lotny,</l>
            <l>w ręku trzymając światło jadowite,</l>
            <l>którym on serce moje frasowite,</l>
            <l n="5" rend="indent">że miał podpalać, </l>
            <l rend="indent">jął się wychwalać.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>A gdy już do mnie z pochodnią przyskoczył,</l>
            <l>jam mu w niej ogień rękoma przytłoczył,</l>
            <l>a on tym barziej zajątrzony krzyknie:</l>
            <l n="10">„Żaden przed moim płomieniem nie zniknie!</l>
            <l rend="indent">I ty daremną</l>
            <l rend="indent">waśń wiedziesz ze mną!”.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Skoro tę skargę Rożynie przełożył</l>
            <l>a w jej wstydliwe oczy głownią włożył,</l>
            <l n="15">znowu zapały gorące rozżarzył,</l>
            <l>aby mię nimi bez przestanku parzył.</l>
            <l rend="indent">Jakoż sam czuję, </l>
            <l rend="indent">że nie folguje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nigdym ja tego, nieszczęsny, nie wiedział,</l>
            <l n="20">by u Rożyny ogień w oczu siedział.</l>
            <l>Któż we mnie zapał haniebny ugasi?</l>
            <l>Pójdę do mojej ukochanej Basi,</l>
            <l rend="indent">bo jej źrzenice </l>
            <l rend="indent">są dwie krynice.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Czwarty</head>
        <head>CYPARYS</head>
          <lg>
            <l rend="indent">Na morawie przy lipinie</l>
            <l rend="indent2">trafiło się w chłodzie </l>
            <l rend="indent2">usnąć tuż przy wodzie</l>
            <l rend="indent3">pięknej Halinie.</l>
            <l n="5" rend="indent2">A gdy twardo spała, </l>
            <l rend="indent2">pszczółka przyleciała,</l>
            <l>coś słodkiego w uściech powoniała.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent"><add>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .</add></l>
            <l rend="indent2">Dziewczę wargą ruszy, </l>
            <l n="10" rend="indent2">pszczółeczkę poruszy,</l>
            <l rend="indent3">aż ją ujadła.</l>
            <l rend="indent2">Tak złość wyrządziła, </l>
            <l rend="indent2">żądło zostawiła,</l>
            <l>puchliny ust wdzięcznych nabawiła.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="15" rend="indent">Jam, nieszczęsny, nie wiedział o tym,</l>
            <l rend="indent2">by w uściech jad miała, </l>
            <l rend="indent2">gdy mi gęby dała</l>
            <l rend="indent3">wnet jakoś po tym.</l>
            <l rend="indent2">Wprawdzieć człeku miło, </l>
            <l n="20" rend="indent2">gdy się to trafiło,</l>
            <l>teraz czuję, że tam żądło było.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Halino, nie słyszysz skargi?</l>
            <l rend="indent2">Przyznawam, niebogo, </l>
            <l rend="indent2">zraniłaś mię srogo</l>
            <l n="25" rend="indent3">twoimi wargi.</l>
            <l rend="indent2">Nie dałbym tej rany </l>
            <l rend="indent2">za zdrowie w zamiany,</l>
            <l>niech od szczęścia bywam tak karany.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Ciebie zaś żal mi, dziewczyny.</l>
            <l n="30" rend="indent2">Możesz snadnie kędy </l>
            <l rend="indent2">z twej różanej gęby</l>
            <l rend="indent3">zbyć tej puchliny.</l>
            <l rend="indent2">Chcesz-li w tej chorobie </l>
            <l rend="indent2">radzić mnie i sobie,</l>
            <l n="35">oddaj serce ty mnie, a ja tobie.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Piąty</head>
        <head>SYMNOZYM</head>
          <lg>
            <l rend="indent">Tobie, lutni mowna, i wam, wdzięczne strony,</l>
            <l rend="indent">uskarżam się na niewdzięczność Telegdony,</l>
            <l>która skoro mi ogień w sercu podłożyła,</l>
            <l rend="indent3">zaraz się skryła.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5" rend="indent">Pała serce, chociaż wiatry złą nadzieją</l>
            <l rend="indent">na zapały rozżarzone zewsząd wieją,</l>
            <l>a płomień wyniosły, który z nich wynika,</l>
            <l rend="indent3">głowy mej tyka.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Tenże pożar skoro doszedł i rozumu,</l>
            <l n="10" rend="indent">pełno po głowie kłopotów, pełno szumu;</l>
            <l>już od dymów źrzenice urażone płaczą,</l>
            <l rend="indent3">już łzy z nich skaczą.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Jeśliś myśli uzdrawiała kiedy chore,</l>
            <l rend="indent">lutni, ratuj serce, póki nie przegore,</l>
            <l n="15">pomóż, dokąd w ostatnią nie pójdzie perzynę</l>
            <l rend="indent3">serce jedyne!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Ale jakoż, lutni, ogień ten zatłumisz,</l>
            <l rend="indent">który swym dźwiękiem podżegać barziej umiész?</l>
            <l>Gdy jeszcze Telegdonę swym głosem chwalisz,</l>
            <l n="20" rend="indent3">sama mię palisz.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Telegdono, tyś boginią ulubiła,</l>
            <l rend="indent">która się w morzu burzliwym urodziła,</l>
            <l>i samaś morze. Skądże na moje zniszczenie</l>
            <l rend="indent3">bierzesz płomienie?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25" rend="indent">Z oczu twych jasne płomienie wypadają,</l>
            <l rend="indent">te spróchniałe kości we mnie podpalają,</l>
            <l>te mię pieką okrutnie mojemiż żądzami</l>
            <l rend="indent3">jako świecami.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Wierzę, kiedy ciało moje próżne duszy</l>
            <l n="30" rend="indent">robak podziemny swym zębem w proch pokruszy,</l>
            <l>skoro na mię ognistym pojźrzysz twoim okiem,</l>
            <l rend="indent3">ożywię skokiem.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Mylę się! Nieubłagane twe przymioty</l>
            <l rend="indent">raczej do morskiej podobne są istoty:</l>
            <l n="35">w twym burze, wichry, flagi, skały nieprzebyte</l>
            <l rend="indent3">sercu są skryte.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Ani niebo wylewając rosy płodne,</l>
            <l rend="indent">ani wiatry powiewając kwiatkorodne,</l>
            <l>ani osłodzą morskiej gorzkawej paszczeki</l>
            <l n="40" rend="indent3">łagodne rzeki.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Tak też chęci moje zwykłe i przyjazne</l>
            <l rend="indent">zaloty z podarunkami nie są ważne,</l>
            <l>nie mają miejsca pieśni dowcipnej kameny</l>
            <l rend="indent3">u złej syreny.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="45" rend="indent">Przetoż czas na brzegu stawić suche stopy,</l>
            <l rend="indent">póki mię nie pożrą żywcem te zatopy</l>
            <l>morskie, których w mym sercu ognie wodą straszną</l>
            <l rend="indent3">znienagła gasną.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Szósty</head>
        <head>HIPOLIT</head>
          <lg>
            <l>Rożyna mi w taneczku pomarańczę dała,</l>
            <l>a potym i wianeczek dać przyobiecała.</l>
            <l>Ale gdym jej pomagał wesołego tańca,</l>
            <l>w ogień się obróciła ona pomarańcza.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Ono jabłko żarzystym węglem mi się zstało:</l>
            <l>spaliwszy duszę nędzną, spaliło i ciało.</l>
            <l>Ogniu mój, o Rożyno, prędkom cię zachwycił,</l>
            <l>prędko mi cię na sercu złoty owoc wzniécił.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Teraz wiem, co jest miłość! Nie Wenus łaskawa</l>
            <l n="10">spłodziła ją, lecz lwica na pustyni krwawa,</l>
            <l>tygrys niemiłosierna nad błędnym człowiekiem</l>
            <l>na Kauk<add>a</add>zie szalonym karmiła ją mlekiem.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Siódmy</head>
        <head>AURELI</head>
          <lg>
            <l>Ukochana Lancelloto, </l>
            <l>ciebie nie proszę o złoto,</l>
            <l>nie chcę u ciebie kamieni </l>
            <l>bogatych ani pierścieni:</l>
            <l n="5" rend="indent">daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Wszakże jeszcześ ziele siała, </l>
            <l>kiedyś mi go obiecała;</l>
            <l>pierwej, niżliś go uwiła, </l>
            <l n="10">mnieś go darować ślubiła.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Wiem, że się tym nie zubożysz </l>
            <l>datkiem, lecz jeśli się drożysz</l>
            <l n="15">i chcesz przedać, ja kupuję, </l>
            <l>zaraz się z tobą starguję.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Choć ci ziele darmo dano, </l>
            <l n="20">choć za wieńcem dają wiano,</l>
            <l>chociaż na tej kupi stracę, </l>
            <l>przecię-ć go chętnie zapłacę.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Jeśli zasię ni darunkiem </l>
            <l>nie chcesz go zbyć, ni szacunkiem,</l>
            <l>bierz-że ode mnie w zamiany </l>
            <l>za wianeczek zawój tkany.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l n="30" rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nie dasz-li go, w letniej suszy </l>
            <l>sam się od ciepła pokruszy.</l>
            <l>A tak, od ciężkiego słońca </l>
            <l>póki nie zwiędnie do końca,</l>
            <l n="35" rend="indent">daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Jeślić go słońce nie spali </l>
            <l>abo wiatr z czoła nie zwali,</l>
            <l>pewnie w ostatniej jesieni </l>
            <l n="40">sam się przestarzawszy zmieni.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Przez to nie naruszysz cnoty</l>
            <l>ani popadniesz sromoty,</l>
            <l n="45">gdy nachodziwszy się w wieńcu, </l>
            <l>podarujesz go młodzieńcu.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>I owszem, nabędziesz chwały, </l>
            <l n="50">że za podarunek mały</l>
            <l>i za trochę dosyć ziela </l>
            <l>kupisz sobie przyjaciela.</l>
            <l rend="indent">Daj mi, namilsza, z głowy </l>
            <l rend="indent">wianek rozmarynowy.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Ósmy</head>
        <head>TEOFIL</head>
          <lg>
            <l rend="indent">Przez sen, jawnie-li, na pięknej łące</l>
            <l rend="indent">widziałem strojne panny grające,</l>
            <l>dwór snadź pięknej Dyjanny. Trzy jelenie białe</l>
            <l>świetny wóz złotem wiozły, k temu charty śmiałe.</l>
            <l n="5">Tyrska szata, smycz na niej, warkocz rozpuszczony,</l>
            <l>trąba, sajdak – pewny znak, że córka Latony.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Wszytkie gładkie, lecz jedna prawie</l>
            <l rend="indent">jako kwiat róży przy polnej trawie</l>
            <l>insze przeszła urodą. Czoło jej tyjarę</l>
            <l n="10">z lilijej białej niosło, własną twarzy miarę;</l>
            <l>jej gwoli wszytkie grają, śpiewają i tańczą,</l>
            <l>ona z boginią łowów grała pomarańczą.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Sercu rzecz miła, oczom wejrzenie.</l>
            <l rend="indent">Jedno iż z góry w dół idą cienie,</l>
            <l n="15">Dyjanna ją odwozi matce wozem złotym;</l>
            <l>za nią me oczy idą, poszło serce potym.</l>
            <l>Nie wiem kto, lecz po mowie znam i po ubierze</l>
            <l>cną Sarmatkę, a we mnie ogień górę bierze.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">O można Cypry, jeśli posługi</l>
            <l n="20" rend="indent"><add>m</add>e ważne były przez ten czas długi,</l>
            <l>daj znać człeka miłego, imię i ród pomień.</l>
            <l>We mnieś ogień wznieciła, wznieć także w niej płomień,</l>
            <l>za co wonnych ziół ołtarz i gołębi parę</l>
            <l>piórem równych śniegowi dam ci na ofiarę.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25" rend="indent">Tylko bądź, proszę, życzliwa. A ty,</l>
            <l rend="indent">serca ludzkiego strzelcze skrzydlaty,</l>
            <l>wyciągniej niepochybne jedwabiem twe rogi,</l>
            <l>wypuść ku niej wiadomy bełt serdecznej drogi,</l>
            <l>aby me powolności torem twojej strzały</l>
            <l n="30">do jej serca lubego lepszy przystęp miały.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dziewiąty</head>
        <head>HALCJON</head>
          <lg>
            <l rend="indent">Ja śpiewam nie wedle świata:</l>
            <l>za fraszkę u mnie majętność bogata,</l>
            <l rend="indent">fraszka urodzajne włości</l>
            <l>i nieprzejrzane okiem majętności.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5" rend="indent">Niech drudzy łakomie zysku</l>
            <l>szukają z biednych poddanych ucisku,</l>
            <l rend="indent">niechaj nędznych ludzi pracą</l>
            <l>nienasycone szkatuły bogacą.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Zbiorą srebro blade z złotem,</l>
            <l n="10">ubogich kmiotków napojone potem,</l>
            <l rend="indent">będą mieć szkarłaty tkane,</l>
            <l>krwią robotników mdłych zafarbowane.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Ja nic nie dbam o pachołki</l>
            <l>ani o przednich dygnitarzów stołki.</l>
            <l n="15" rend="indent">Czołem za cześć! Komu zda się,</l>
            <l>niechaj się nędzą drobnych ludzi pasie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Obejdę się bez bankietów,</l>
            <l>bez smaków nowych, bez krętych pasztetów,</l>
            <l rend="indent">nie pragnę mieć na mym stole,</l>
            <l n="20">co rodzi morze, powietrze, las, pole.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Darmo, tokajscy winiarze,</l>
            <l>darmo topicie grona na Kutnarze;</l>
            <l rend="indent">miejcie sobie wasze trunki,</l>
            <l>z których pochodzą morderstwa, trafunki,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25" rend="indent">potym niemęskie pieszczoty,</l>
            <l>także powszechne do wszytkich zaloty.</l>
            <l rend="indent">A miłość, która się chwieje</l>
            <l>za wiatrem, miejsca u mnie nie zagrzeje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Wszytka moja myśl jest o tym,</l>
            <l n="30">jakoby dobrze było mi na potym,</l>
            <l rend="indent">a teraz, póki mi lata</l>
            <l>służą przystojne, abym zażył świata.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Muza u mnie w przedniej cenie,</l>
            <l>a po niej zdrowie, potym dobre mienie;</l>
            <l n="35" rend="indent">grunt u mnie rozumna głowa,</l>
            <l>wesołe serce, miarkowana mowa.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Przyjaźni chronię się wielu:</l>
            <l>zdrów bądź, jedyny u mnie przyjacielu!</l>
            <l rend="indent">Czasem śpiewam, zawsze przecię</l>
            <l n="40">Pneumellę głoszę na wdzięcznym spinecie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Chcę i Twórcy memu służyć,</l>
            <l>chcę darów Jego wielkich godnie użyć,</l>
            <l rend="indent">chcę z Nim żyć wiecznie, gdy w ziemię</l>
            <l>śmierć późna wróci ciała mego brzemię.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dziesiąty</head>
        <head>EUZEBI</head>
          <lg>
            <l rend="indent">Dla twej krwie różanej </l>
            <l rend="indent">po twarzy roźlanej</l>
            <l>tysiąc młodzieńców wybornej młodzi</l>
            <l>patrząc za tobą, Maryno, chodzi.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5" rend="indent">Wszyscy tobie gwoli </l>
            <l rend="indent">pragną być w niewoli,</l>
            <l>pragną, by serca ich poimane</l>
            <l>były w więzieniu twoim chowane.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Lecz ja na nich władze</l>
            <l n="10" rend="indent">zażyć tej nie radzę,</l>
            <l>bowiem nietrwała bywa tesknica,</l>
            <l>która z pięknego pochodzi lica.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Czas z dłuższymi laty </l>
            <l rend="indent">te nadobne kwiaty</l>
            <l n="15">otrząsa, także świetne jagody</l>
            <l>z twarzy zrywają złe niepogody.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Natychmiast kochanie </l>
            <l rend="indent">sług płochych ustanie:</l>
            <l>każdy niewolnik od tego czasu</l>
            <l n="20">zechce uchodzić z twego tarasu.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Przeto ty, niebogo,</l>
            <l rend="indent">żebyć było błogo,</l>
            <l>jednego tylko między tysiącem</l>
            <l>miłuj statecznie sercem gorącem,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25" rend="indent">który na czas długi </l>
            <l rend="indent">odda-ć swe usługi,</l>
            <l>a przyjacielem żywszy, i w grobie</l>
            <l>nie zapamięta zimnym o tobie.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Jedenasty</head>
        <head>LUBOMIR</head>
            <l>Niebieskie oko, klejnocie jedyny,</l>
            <l>lampo gorąca wyniosłej krainy,</l>
            <l>ojcze gwiazd jasnych! Ty skoro świt mglisty</l>
            <l>poczniesz rozpalać kaganiec ognisty:</l>
            <l n="5">natychmiast z łoża ramiona perłowe</l>
            <l>podniósszy, oczy szczyro szafirowe</l>
            <l>na świat obracasz. A potym, gdy z gory</l>
            <l>poczniesz rozpuszczać żarzyste kędziory,</l>
            <l>odległej ziemi zdarszy nocną larwę,</l>
            <l n="10">dajesz glans dzienny i pozorną barwę.</l>
            <l>Przez ciebie drzewa z listów ogolone</l>
            <l>rozpościerają warkocze zielone,</l>
            <l>pola odarte biorą na się szaty</l>
            <l>zewsząd upstrzone roźlicznymi kwiaty.</l>
            <l n="15">Przez ciebie lato nasycone rosy</l>
            <l>gotuje bujne oraczowi kłosy,</l>
            <l>jesień owocem mnogim zbogacona</l>
            <l>w frukty i w smaczne obfituje grona.</l>
            <l>Gdy zaś naniższym pokazujesz biegiem,</l>
            <l n="20">Akwilo z srebrnym wylatuje śniegiem:</l>
            <l>rzeki porywcze upornie hamuje,</l>
            <l>mosty na wodach głębokich buduje.</l>
            <l>Tobie nie role, nie żyzne pasieki</l>
            <l>ja, twój chowaniec, daję do opieki,</l>
            <l n="25">ani cię proszę, byś na mej winnicy</l>
            <l>rozkosznej trunek dowarzał w macicy,</l>
            <l>lecz żądam, abym stanął tam swym czołem,</l>
            <l>gdzie ty rysujesz niebo świetnym kołem,</l>
            <l>ażeby słychać było moje hymny</l>
            <l n="30">i skąd Boreas wylatuje zimny,</l>
            <l>i gdzie z zarania rumianemi usty</l>
            <l>oświecasz Euksyn i Delerman pusty,</l>
            <l>i gdzie, pozbywszy południowej cery</l>
            <l>z twarzy, ostatnie patrzysz na Ibery.</l>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwunasty</head>
        <head>ANZELM</head>
          <lg>
            <l>Trzykroć szczęśliwszy wiek kwitnącej młodzi,</l>
            <l>która pod strażą czułą jeszcze chodzi,</l>
            <l rend="indent2">wiek z każdej strony </l>
            <l rend="indent2">błogosławiony.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Tych samych mija bożeczek skrzydlaty,</l>
            <l>na ciele nagim nie mający szaty,</l>
            <l rend="indent2">strzelec okrutny, </l>
            <l rend="indent2">zbójca wierutny.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Choćże się jako między nie wśrubuje,</l>
            <l n="10">złoty od boku sajdak odpasuje,</l>
            <l rend="indent2">pochodnią z dłonie </l>
            <l rend="indent2">kładzie na stronie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Z nimi w wieczornym przechadza się chłodzie,</l>
            <l>z nimi się pławi w przeźrzoczystej wodzie,</l>
            <l n="15" rend="indent2">z nimi on śpiewa </l>
            <l rend="indent2">i tańce miewa.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Spraw, dobry Febe, żeby moje przędze</l>
            <l>leniwo wiły niezbłagane jędze,</l>
            <l rend="indent2">abym w młodości </l>
            <l n="20" rend="indent2">zniknął starości.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Trzynasty</head>
        <head>KRYSPINUS</head>
          <lg>
            <l>Tobie ja samej, kochanie moje,</l>
            <l>oddawam dzisia posługi swoje;</l>
            <l>tylko ten jeden miałem darunek,</l>
            <l>jednak największy ma mieć szacunek.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Kto by się wdał w rzecz z tym pięknym kołem,</l>
            <l>najdzie ich wiele, coć biją czołem,</l>
            <l>i nie jeden jest z tych, co tu przyszli,</l>
            <l>który się tobie podobać myśli.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Tak to być musi, że twarz nadobna</l>
            <l n="10">i cnota przy niej sług wszędy godna;</l>
            <l>człowiek nadobny, k temu nie hardy,</l>
            <l>zwabiłby k sobie i kamień twardy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Niechże ja będę policzon z tymi,</l>
            <l>którzy się zowią sługami twymi;</l>
            <l n="15">godzina mi to będzie kochana,</l>
            <l>w którą dostanę takiego pana.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nie zajrzę szczęścia, gdy owo drugi</l>
            <l>bierze od pana wielkie wysługi,</l>
            <l>ja niech nic więcej nie wysługuję,</l>
            <l n="20">tylko cię co dzień raz pocałuję.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Czternasty</head>
        <head>SYMEON</head>
          <lg>
            <l>Już słońce co dzień niżej wieczorem zapada,</l>
            <l>a jesień coraz <add>bliżej</add> przystępuje blada,</l>
            <l>na które ukwapliwe i nagłe jej przyście</l>
            <l>więdnieje trawa, mdleje smaragdowe liście.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Za nią w te-ż tropy dybią czasy niewesołe:</l>
            <l>niszczeją wirydarze, lasy stoją gołe,</l>
            <l>zła chwila prace letnie w ogrodach pustoszy,</l>
            <l>lud rozkoszny z folwarków ku domowi płoszy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Po chwili ostre wichry, gdy się z zimnem zwadzą,</l>
            <l n="10">ostatek ozdób wdzięcznych przeszłej wiosny zgładzą:</l>
            <l>splądrują winohrady zarodne do czysta,</l>
            <l>chłodnikom zielonego nie zostawią lista.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Dlategoż ty zawczasu, Faworyno młoda,</l>
            <l>zaniechaj dawce uciech majowych, ogroda,</l>
            <l n="15">nawiedź znowu pokoje i miasto dwójgrodne,</l>
            <l>twojej bytności i twych miłych zabaw godne.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Tu ja nie przy szemrzącym, jak przedtym, strumieniu,</l>
            <l>ani pod lipą abo <add>w</add> jaworowym cieniu,</l>
            <l>ale raczej w alkierzu przy ciepłym kominie</l>
            <l n="20">będę pieśni powtarzał o gładkiej Halinie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>A chociażbym też trafił bohatyrów sławnych</l>
            <l>składnym rymem północnym krajom czynić jawnych,</l>
            <l>lecz takowa zabawa tych wieków nie płaci,</l>
            <l>kto się jej podejmuje, czas i pracą traci.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">A przetoż ja na moim gęgnogłosym flecie</l>
            <l>wolę ogłaszać oczy pieszczone po świecie,</l>
            <l>bo gdy we mnie które z nich uderzy ochotnie,</l>
            <l>swym <add>wz</add>rokiem nagrodzi mi robotę stokrotnie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Teraz, póki ostatki lubieżnego lata,</l>
            <l n="30">póki kresy nie miną uciesznego świata,</l>
            <l>pospieszymy ku tobie. U ciebie schylone</l>
            <l>gałęzie jabłka słońcem podają zwarzone,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>u ciebie nie pozbywa winnica brzemienia</l>
            <l>ani zielnik pierwszej swej grzeczności odmienia.</l>
            <l n="35">A choćże nas tam grudzień zaskoczy zazdrosny,</l>
            <l>z tobą w pół zimy lubej zażyjemy wiosny.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Piętnasty</head>
        <head>HEBRONI</head>
          <lg>
            <l>Póki mię młodość pierwsza piastowała,</l>
            <l>nigdy frasunku głowa ma nie znała,</l>
            <l rend="indent2">lecz próżen trwogi </l>
            <l rend="indent2">wiodłem wiek błogi.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Skoro mię lata starszym uczyniły,</l>
            <l>zaraz mię trudów ciężkich nabawiły,</l>
            <l rend="indent2">przyszedł za laty </l>
            <l rend="indent2">kłopot zębaty.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Do mnie z Pafijej zrodzona dziecina</l>
            <l n="10">łuk z niepochybnym żeleźcem napina,</l>
            <l rend="indent2">a gdzie umierzy, </l>
            <l rend="indent2">ostro uderzy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Częstokroć pędem gdy do mnie przybiega,</l>
            <l>tak mię miłosnym płomieniem podżega,</l>
            <l n="15" rend="indent2">że jak śnieg mdleję, </l>
            <l rend="indent2">gdy słońce grzeje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Za mną nieschronna w tył naciera zwada,</l>
            <l>pode mną kopa lochy ciche zdrada,</l>
            <l rend="indent2">śmierć z pewnym gońcem </l>
            <l n="20" rend="indent2">grozi mi końcem.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Gdzie ta Medea, która przez swe czary</l>
            <l>wiek Ezonowi odnowiła stary,</l>
            <l rend="indent2">żebym w starości </l>
            <l rend="indent2">zażył młodości?</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Szesnasty</head>
        <head>NARCYSSUS</head>
          <lg>
            <l>Ukochana Sofronijo, z niezmiernym żalem</l>
            <l>serce moje utrapione tobie oddałem,</l>
            <l>upominek znamienity; część mojej dusze</l>
            <l>tobie gwoli, ma namilsza, utracić muszę.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Cóż ja w tobie upatrzyłem, dziewczę kochane,</l>
            <l>że dla ciebie zawsze trapię myśli stroskane?</l>
            <l>Bowiem lub gnuśna zima, lub wiosna przybywa,</l>
            <l>twoja miłość serce moje z sobą porywa.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nie masz wprawdzie dostatków tych, co drugie mają,</l>
            <l n="10">które przodek przed inszymi pierwszy trzymają,</l>
            <l>nie masz pereł ni kanaków z przedniego złota,</l>
            <l>a co nawiększa, że jeszcze jesteś sierota.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>I posag szczupły oświadcza zawsze ubogi</l>
            <l>wianeczek twój, także ubiór nie barzo drogi.</l>
            <l n="15">Muszę jednak wyznać mego żalu przyczynę,</l>
            <l>dlaczegoć dzisia oddaję serce jedyne:</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>uroda twa nieprzyprawna, więc próżne wzgardy</l>
            <l>oko twoje, nade wszytko umysł nie hardy – </l>
            <l>te mię zgoła zniewoliły drogie klejnoty,</l>
            <l n="20">godne moich obyczajów i twojej cnoty.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Siedmnasty</head>
        <head>ANDRONIK</head>
          <lg>
            <l>Gdzie oświecone Jutrzenką trzy góry</l>
            <l>w ostrych pazurach trzyma żółtoskóry</l>
            <l>lew, kędy tenże nigdy nieuśpiony</l>
            <l rend="indent3">pilnuje brony,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">oto nad piorun przeraźliwsze strzały</l>
            <l>z twych oczu na mnie miece bożek mały,</l>
            <l>których ani się może człowiek schronić,</l>
            <l rend="indent3">ani zasłonić.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Pieszczone dziecko, skąd wżdy na mą mękę</l>
            <l n="10">tak mierne oko, tak żartką masz rękę?</l>
            <l>W której to kuźni miękkie twoje strzały</l>
            <l rend="indent3">hartu dostały?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Tyś winna, tyś mu oczu pożyczyła,</l>
            <l>twego to wzroku, nie jego rąk siła,</l>
            <l n="15">twego to serca nieużyte skały</l>
            <l rend="indent3">ostrzą mu strzały.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>O, gdyby pomsty chciała tak bogini,</l>
            <l>co z hardych myśli sprawiedliwość czyni,</l>
            <l>bym przez cię, jako jestem uraniony,</l>
            <l n="20" rend="indent3">był uzdrowiony!</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Ośmnasty</head>
        <head>BINEDA</head>
          <lg>
            <l>Jest niedostępna jaskinia, gdzie ludzi</l>
            <l>śpiewak czubaty nigdy nie przebudzi,</l>
            <l>gdzie nie dochodzą promienie słoneczne,</l>
            <l>tylko szarawa noc ćmy sieje wieczne;</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">z lochu cichego potok wyskakuje</l>
            <l>niepomnej wody, która sny cukruje</l>
            <l>szumem miluchnym, noc czarnoskrzydlata</l>
            <l>wszędzie po gmachu tesknociemnym lata.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Na łożu gnuśnym sen drzymie leniwy,</l>
            <l n="10">wokoło niego mak roście senliwy;</l>
            <l>na<add>d</add> którym ptaków czarnych nieme roje</l>
            <l>budują gniazda i mieszkania swoje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Tu Zaryjad<add>r</add>es z piękną się obeznał</l>
            <l>Odatą, której krom snu nigdy nie znał.</l>
            <l n="15">Tu ja zakusił rozkoszy nietrwałéj,</l>
            <l>bo gdy nadobne boginie mijały,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>jedna piękniejsza, czy-li tak się zdało,</l>
            <l>oto-li serce za nią pobieżało.</l>
            <l>Zniknęła, gdym się za sercem pokwapił,</l>
            <l n="20">mnie żal smutnemi skrzydłami obłapił.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dziewiętnasty</head>
        <head>GRACJAN</head>
          <lg>
            <l>Przy wesołym Cyprze w piękną z mirtu krzewinę</l>
            <l>wszedłem rano, gdzie potkawszy małą dziecinę</l>
            <l>(łuk przy boku, na barkach pióra i u nożek),</l>
            <l>spytałem: „Powiedz mi, dziecię, coś ty za bożek?”.</l>
            <l n="5" rend="indent2">A on do łuka: </l>
            <l rend="indent2">„Kto na mię fuka?</l>
            <l rend="indent2">Ja, choć-żem mały, </l>
            <l rend="indent2">przecię-m bóg cały,</l>
            <l>którego i sam Jowisz, i boginie znały.</l>
            <l n="10" rend="indent2">Zaś Kupidyna, </l>
            <l rend="indent2">Wenery syna,</l>
            <l rend="indent2">boga miłości </l>
            <l rend="indent2">i wszech lubości</l>
            <l>nie znasz? Muszę cię skarać, żeś tak niebywały”.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="15">„Odpuść proszę, cne dziecię, na mnie, prostaka,</l>
            <l>nie bierz strzały niepochybnej z twego sajdaka;</l>
            <l>ale naucz mię raczej, nie mieszkając wiele,</l>
            <l>czemu cię tu dziś widzę w tak maluczkim ciele?”</l>
            <l rend="indent2">„Tak mię maluje </l>
            <l n="20" rend="indent2">ten, kto miłuje:</l>
            <l rend="indent2">zstając się dziecię, </l>
            <l rend="indent2">jak w trzecim lecie,</l>
            <l>traci rozum i powagę, traci baczenie.</l>
            <l rend="indent2">Mądrych ja skrócę, </l>
            <l n="25" rend="indent2">w dzieci obrócę,</l>
            <l rend="indent2">bo kto mię skusi, </l>
            <l rend="indent2">głupim być musi.</l>
            <l>Wnet i stary odmłodnieje nad przyrodzenie.”</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>„Wiem to i sam, cny Kupido, że nie nowina:</l>
            <l n="30">który człowiek zamiłuje – własna dziecina.</l>
            <l>A to zasię na twych oczach co za zasłona</l>
            <l>ślepym cię być uczyniła? Co znaczy ona?”</l>
            <l rend="indent2">„Ja ślepo <add>b</add>iję </l>
            <l rend="indent2">i ślepo <add>ż</add>yje,</l>
            <l n="35" rend="indent2">moimi który </l>
            <l rend="indent2">zraniony pióry:</l>
            <l>stary, młody, pan, ubogi, w jakim chce <add>m</add>ieniu;</l>
            <l rend="indent2">nie mam ja znaku </l>
            <l rend="indent2">w osobach braku.</l>
            <l n="40" rend="indent2">Niech się kto chlubi, </l>
            <l rend="indent2">że mię nie lubi,</l>
            <l>najdę go ja i w jedwabiu, i w ostrym odzieniu.”</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>„Wiem, że nie bez przyczyny są i te pióra,</l>
            <l>którymi twoja bieluchna porosła skóra,</l>
            <l n="45">i nie darmo wielkie skrzydła trzmią na twym grzbiecie;</l>
            <l>dlaczego ich jednak nosisz, powiedz, proszę cię.”</l>
            <l rend="indent2">„Te dla lekkości </l>
            <l rend="indent2">mam i prędkości.</l>
            <l rend="indent2">Nie masz żadnego </l>
            <l n="50" rend="indent2">gmachu skrytego,</l>
            <l>kędy by się nie nalazły miłosne przeskoki;</l>
            <l rend="indent2">nic nie są góry: </l>
            <l rend="indent2">radby i z skóry</l>
            <l rend="indent2">wyleciał drugi </l>
            <l n="55" rend="indent2">za czas niedługi,</l>
            <l>tam, kędy ja rozkażę, by snadź pod obłoki.”</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>„Przeto, widzę, zhołdowałeś już wszytkę ziemię,</l>
            <l>poślepiłeś niemal wszytko Jewine plemię.</l>
            <l>I ja, utrapiony, także duszę swą w ciele</l>
            <l n="60">muszę tobie ofiarować <add>w</add> twoim kościele.”</l>
            <l rend="indent2">„To gdy uczynisz, </l>
            <l rend="indent2">mało przewinisz:</l>
            <l rend="indent2">serce odmienne </l>
            <l rend="indent2">twe, nie kamienne.</l>
            <l n="65">Kędy mi się odejmują, barziej się srożę.</l>
            <l rend="indent2">Dowcipy harde </l>
            <l rend="indent2">i myśli twarde,</l>
            <l rend="indent2">ciało i duszę </l>
            <l rend="indent2">w proch ja pokruszę.</l>
            <l n="70">Mądrość, uroda, bogactwo – nic nie pomoże.”</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty</head>
        <head>MELANI</head>
          <lg>
            <l>Gdym do twego ogródeczka niedawno w maju</l>
            <l>przyszedł, rozumiałem, żem był wzięty do raju,</l>
            <l>obaczywszy rozmaitość bujnego zioła:</l>
            <l>to fijołki, to rozmaryn stoi dokoła,</l>
            <l n="5" rend="indent2">a od twojej twarzy </l>
            <l rend="indent2">każdy się kwiat żarzy – </l>
            <l rend="indent2">nuż goździki śliczne </l>
            <l rend="indent2">i róże roźliczne</l>
            <l>rumienieją się, patrzając w ciebie ustawicznie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="10">Wszytko nizac, ma kochanko: gdy nie masz ciebie,</l>
            <l>mnie żaden kwiat nie powabi wonny do siebie.</l>
            <l>Cóż mi po tym, chociaż pojźrzę na konwaliją,</l>
            <l>chociaż uszczknę miłą różą abo liliją?</l>
            <l rend="indent2">Przez twojej urody </l>
            <l n="15" rend="indent2">niczym są ogrody,</l>
            <l rend="indent2">twe wargi szkarłatne </l>
            <l rend="indent2">i czoło udatne</l>
            <l>wszytkie kwiecia nabogatsze czynią niepłatne.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Jeśliś przeto mię wezwała, żebym się bawił</l>
            <l n="20">a w tesknicy frasowliwej tylko czas trawił,</l>
            <l>jakoż ja mogę bez ciebie wytrwać na świecie?</l>
            <l>Fraszką u mnie wirydarze, fraszką są kwiecie.</l>
            <l rend="indent2">Głupi bym był, wierzę, </l>
            <l rend="indent2">kiedybym w tej mierze</l>
            <l n="25" rend="indent2">więcej kochał w zielu </l>
            <l rend="indent2">niżli w przyjacielu,</l>
            <l>któremu serce wylałem nad inszych wielu.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Czy-li już śpisz, czy na jawie ze mnie żartujesz?</l>
            <l>Jakie teraz niepogody, aza nie czujesz?</l>
            <l n="30">Noc ciemniejsza nad obyczaj, deszcz z wierzchu leje,</l>
            <l>ja przecię czekam w ogródku, mając nadzieję,</l>
            <l rend="indent2">że zasnąć nie raczysz, </l>
            <l rend="indent2">aże mnie obaczysz.</l>
            <l rend="indent2">Jeżeli miłujesz, </l>
            <l n="35" rend="indent2">wianeczkiem darujesz – </l>
            <l>dosyć będzie ze mnie, gdy mię tak uszanujesz.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Lecz widzę, zapamiętałaś twojego sługi,</l>
            <l>barziej ci się upodobał, nie wiem, ktoś drugi,</l>
            <l>z którym miluchno rozmawiasz godzin w noc kila.</l>
            <l n="40">Jeśli mi to na złość czynisz, dajbyś nie żyła!</l>
            <l rend="indent2">Ale żyj szczęśliwa, </l>
            <l rend="indent2">póki będziesz żywa,</l>
            <l rend="indent2">bo pewienem tego, </l>
            <l rend="indent2">że ty dla nowego</l>
            <l n="45">przyjaciela nie opuścisz mnie, dawniejszego.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Już dobranoc, ogródeczku, z żalem odchodzę!</l>
            <l>Dobranoc wam, ziółeczka, i tobie, gospodze!</l>
            <l>Wianeczek ci zostawuję, weźmi go sobie,</l>
            <l>a jako tej nocy spałem, wypowie tobie:</l>
            <l n="50" rend="indent2">wierz-że, iż tej nocy </l>
            <l rend="indent2">nie zamknąłem oczy.</l>
            <l rend="indent2">Przecię ty koniecznie </l>
            <l rend="indent2">miej dobranoc wiecznie,</l>
            <l>ja się z tobą dzisia żegnam już ostatecznie.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty pierwszy</head>
        <head>SEWERYN</head>
          <lg>
            <l>Ogniu mój jedyny, </l>
            <l>który u dziewczyny</l>
            <l>na twarzy się żarzysz, </l>
            <l>toż mię przykro parzysz!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Oto z serca twego, </l>
            <l>chociaż zakrytego,</l>
            <l>piersiami przez szyję </l>
            <l>ostry promień bije.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Twe bystre źrzenice </l>
            <l n="10">jak dwie łyskawice</l>
            <l>iskry na mię miecą, </l>
            <l>które miłość niecą.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nuż usta wstydliwe </l>
            <l>jak dwa węgle żywe</l>
            <l n="15">teskliwą nadzieją </l>
            <l>chęci we mnie grzeją.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nie tak Procyjona </l>
            <l>gwiazda rozpalona</l>
            <l>gorąca przysparza, </l>
            <l n="20">gdy kłosy dowarza.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Kupidowi, wierzę, </l>
            <l>lubo też Wenerze,</l>
            <l>abo więc Helenie </l>
            <l>pokradłaś płomienie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Przedtym z obyczajem </l>
            <l>nazwałem cię rajem,</l>
            <l>teraz śmielej rzekę: </l>
            <l>jak w piekle się piekę.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Bo gdy na mię okiem </l>
            <l n="30">rzucisz, pałam skokiem,</l>
            <l>a kiedy pochwalisz, </l>
            <l>w popiół szczyry palisz.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Toć mię taką miarą </l>
            <l>uczynisz ofiarą</l>
            <l n="35">zupełno paloną, </l>
            <l>tobie poświęconą.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>I ofiarą tedy </l>
            <l>zostanę ja, kiedy</l>
            <l>będzie dla mnie taki </l>
            <l n="40">ołtarz, ogień jaki.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty wtóry</head>
        <head>ALEKSY</head>
          <lg>
            <l>Cokolwiek w sobie ma ten świat odmienny,</l>
            <l>wszytko przemija jako jednodzienny</l>
            <l rend="indent">kwiat, który pięknie się rozwinie </l>
            <l rend="indent">rano, a w południe zaginie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Halino, dziewczę moje ukochane,</l>
            <l>skorom obaczył usta twe różane,</l>
            <l rend="indent">wyznałem między wszytkim światem </l>
            <l rend="indent">napiękniejszym być one kwiatem.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Abowiem twoja uroda nadobna </l>
            <l n="10">do różanego krzaku jest podobna,</l>
            <l rend="indent">który wydaje na przemiany </l>
            <l rend="indent">kwiat czerwony z białym zmieszany.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Dlaczegoż tedy, dziewko okazała,</l>
            <l>zabraniasz zbierać kwiatków z swego ciała?</l>
            <l n="15" rend="indent">Czemu od twoich uciech, proszę, </l>
            <l rend="indent">tak częste odmioty ponoszę?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Samaś i sobie, i mnie zawiniła, </l>
            <l>żeś różaniec na twarzy zasadziła,</l>
            <l rend="indent">żeś na wargach i uściech kwiaty </l>
            <l n="20" rend="indent">rozpostarła jako szkarłaty.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Te mnie do siebie wabią, te zuchwała </l>
            <l>Wenus na wieniec zerwać mi kazała;</l>
            <l rend="indent">jeśli w tym usłucham bogini, </l>
            <l rend="indent">nie ja, ona tobie przewini.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Ale daremnie darów bożych bronisz,</l>
            <l>bo niezadługo przecię je uronisz,</l>
            <l rend="indent"><add>kie</add>dy za starością szkaradną </l>
            <l rend="indent">piękne róże z twarzy twej spadną,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>a tylko ciernie dotkliwe zostanie, </l>
            <l n="30">że młódź lubieżna ani pojźrzy na nie.</l>
            <l rend="indent">Tam wspomniawszy na swe wdzięczności </l>
            <l rend="indent">pierwsze, zapłaczesz od żałości.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>A przetoż póki nie dozna odmiany</l>
            <l>młodości twojej ogródek różany,</l>
            <l n="35" rend="indent">dopuść mi, proszę cię, w nim bywać </l>
            <l rend="indent">i róże przyrodzone zrywać.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty trzeci</head>
        <head>SEFERYN</head>
          <lg>
            <l>Czołem miłości waszej, rosiejskie kniehinie,</l>
            <l>czołem, panienki lackie, czołem wam, boginie</l>
            <l>niekiedy w oczach moich! Wszytkie ostatecznie</l>
            <l>żegnam was, wszytkie miejcie dobrą noc koniecznie!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Jużem ja z między waszej krotochwilnej trzody</l>
            <l>cząsteczkę napiękniejszą przedziwnej urody</l>
            <l>obrał, przed której twarzą panny inne gasną</l>
            <l>jakoby drobne gwiazdy przed Jutrzenką jasną.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Choćby której swych oczu Wenus pożyczyła</l>
            <l n="10">abo swe Herminija pieszczoty spuściła,</l>
            <l>przecię żadna w namniejszej, wierzę, odrobinie</l>
            <l>przyjemnością nie zrówna mej wdzięcznej dziecinie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Szczęśliwe oko, które w tak śliczne stworzenie</l>
            <l>patrzy, może nie zajrzeć chwalebnej Helenie,</l>
            <l n="15">może nie obiecować łakomemu oku</l>
            <l>w tysiąc lat smaczniejszego pokazać obroku.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Chociażby przeszłe lata złożyły do kupy</l>
            <l>nacelniejszych białychgłów urodziwe łupy, </l>
            <l>choćby się co dzień ikrząc, silił świat czworaki,</l>
            <l n="20">nie miał przedtym i potym nie będzie miał takiéj.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Znać, że bożków pogańskich nie było na świecie,</l>
            <l>bowiem kiedyby byli, jak Homerus plecie,</l>
            <l>wierzę, że by w młodziuchnych nimfach nie kochali,</l>
            <l>ale by na tę lubą dziecinę czekali.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Przetoż jeszczem nie słyszał, żeby który drugi</l>
            <l>miłośnik wziął nagrodę słuszną za posługi;</l>
            <l>jam najpierwszy Cyprydy tak łaskawej użył,</l>
            <l>więcej od niej powziąwszy, niżelim zasłużył.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty czwarty</head>
        <head>HANIEL</head>
          <lg>
            <l>Czemu narzekają smutno moje strony,</l>
            <l>czemu żałobliwie kwili flet pieszczony?</l>
            <l rend="indent2">Dla ciebie, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">dla ciebie, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Miasto lubych pieśni, miasto słodkiej lutnie</l>
            <l>muszę ciężko wzdychać, lamentując smutnie:</l>
            <l rend="indent2">nie masz cię, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">nie masz cię, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Kędy teraz oczy powabne są twoje,</l>
            <l n="10">z których miłość co dzień wypuszczała roje?</l>
            <l rend="indent2">Nie masz cię, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">nie masz cię, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Już-że to zagasły ust twych ognie żywe,</l>
            <l>któremiś paliła serca natarczywe?</l>
            <l n="15" rend="indent2">Nie masz cię, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">nie masz cię, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Daremnie się ten świat w ludziach coraz młodzi,</l>
            <l>bo takiej Haliny drugiej nie urodzi.</l>
            <l rend="indent2">Nie masz cię, nadobna Halino,</l>
            <l n="20" rend="indent2">nie masz cię, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Próżno mój ogródek fijołki pachniące,</l>
            <l>próżno mój różaniec rozwija swe pącze.</l>
            <l rend="indent2">Nie masz cię, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">nie masz cię, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Gdyby mię Kupido odział swemi pióry,</l>
            <l>żebym mógł polecieć przez lasy, przez góry</l>
            <l rend="indent2">do ciebie, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">do ciebie, kochana dziewczyno,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>namniej bym się nie bał skrzydłami pospieszyć,</l>
            <l n="30">abym mógł raz oczy tobą me pocieszyć.</l>
            <l rend="indent2">Kędyś jest, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">kędyś jest, kochana dziewczyno?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Lecz próżno cię moje szukają powieki,</l>
            <l>której nie obaczą pod słońcem na wieki.</l>
            <l n="35" rend="indent2">Dobranoc, nadobna Halino,</l>
            <l rend="indent2">dobranoc, kochana dziewczyno!</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty piąty</head>
        <head>OSTAFI</head>
          <lg>
            <l>Z srogiej tesknice opuściwszy ciało,</l>
            <l>gdy serce moje z piersi wyleciało,</l>
            <l>sam go ustroił Kupido pierzchliwy</l>
            <l>w swe forgi, sam mu dał lot popędliwy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Serce postrzegszy, że Kupido skrzydeł</l>
            <l>pozbył, chcąc wolne być od jego sideł,</l>
            <l>wzbiło się w górę i tym się już cieszy,</l>
            <l>że go bożeczek nie poima pieszy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Gdy ono buja pod samym obłokiem,</l>
            <l n="10">tyś go, Maryno, przeraźliwym okiem</l>
            <l>jako piorunem nagłym postrzeliła,</l>
            <l>tyś go z powietrza na ziemię zwabiła.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Potym z trafionych włosów twojej głowy</l>
            <l>ukręcone nań wrzuciłaś okowy</l>
            <l n="15">i przywiązałaś mocno (daj się Bogu!)</l>
            <l>w alkierzu twoim do spodniego progu.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Tam go Kupido zły mając po woli,</l>
            <l>okrutnej nad nim zażywa swejwoli:</l>
            <l>jako w pniu jakim, dziecko nieuważne,</l>
            <l n="20">topi w nim z bliska swe pręty żelazne.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Odtąd serce me zranione przez miary</l>
            <l>boleje, lecz nad hamburskie kanary</l>
            <l>słodsze twe słowo łaskawe te razy</l>
            <l>wszytkie uleczyć może krom urazy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Jeśli go tedy nie chcesz mieć już chorem,</l>
            <l>sama lekarstwem bądź mu i doktorem.</l>
            <l>A nie będziesz-li, niechże Etyjopi</l>
            <l>kochają w tobie i z Brazylu chłopi!</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty szósty</head>
        <head>SERAPION</head>
          <lg>
            <l rend="indent">Płynąc mimo Cypr, gdym zwykłej dani</l>
            <l rend="indent">wzbraniał się oddać tamecznej pani,</l>
            <l>strzelając ku mnie, jej dziecko gniewliwe</l>
            <l rend="indent3">zerwało cięciwę.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5" rend="indent">Jużem rozumiał, że za tym kwitem</l>
            <l rend="indent">byłem wolnym przed powszechnym mytem;</l>
            <l>żem cało uszedł, żem nic nie przemycił,</l>
            <l rend="indent3">jużem się tym szczycił.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Aliści za mną z morza wypłynie</l>
            <l n="10" rend="indent">nimfa śliczna podobna Marynie,</l>
            <l>na miejsce żaglów rozpuściwszy włosy</l>
            <l rend="indent3">z kasztanowej kosy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Tę skoro Kupido zajźrzał okiem,</l>
            <l rend="indent">przyleciał ku niej skwapliwym skokiem</l>
            <l n="15">i z jej warkocza cięciwę ukręcił,</l>
            <l rend="indent3">aby mię zasmęcił.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Jakoż latając tak, moję nawę</l>
            <l rend="indent">ustrzelało dziecko niełaskawe,</l>
            <l>że mi z okrętem towary obfite</l>
            <l n="20" rend="indent3">wzięto za przemytę.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l rend="indent">Przetoż tak długo w Cyprze się bawię,</l>
            <l rend="indent">mniemając, że stratę wzad wyprawię.</l>
            <l>Wskóram-li, nie wiem – wszak jakie na mycie</l>
            <l rend="indent3">prawo, wszyscy wiécie.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty siódmy</head>
        <head>FILORET</head>
          <lg>
            <l>Oczy przyjemne, ale niespokojne</l>
            <l>haniebną z sercem mym stoczywszy wojnę,</l>
            <l>plac otrzymały; nie dziw, gdyż oboje</l>
            <l>na jedno serce nacierały moje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Do tego zdradą, pod płaszczem przymierza</l>
            <l>gdy się tajemnic oczom serce zwierza,</l>
            <l>ostrą żartkością wzrok zahartowany</l>
            <l>niespodziewane zadał sercu rany.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Stąd tryumfując, patrzają wesoło</l>
            <l n="10">oczy, koroną otoczywszy czoło,</l>
            <l>a kajdanami serce skrępowane</l>
            <l>idzie na srogą niewolą skazane.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Takowych dziełów oczy dokazują,</l>
            <l>gdy się z sromoty wrodzonej wyzują.</l>
            <l n="15">Tak, nie inaczej, wolność serce traci,</l>
            <l>które się z okiem nieprzystojnym zbraci.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty ósmy</head>
        <head>JOWIAN</head>
          <lg>
            <l>Wiem ja, Petrolino, że w twym pięknym ciele</l>
            <l>ulubuje grzecznych miłośników wiele:</l>
            <l rend="indent2">wszytek świat kochać w tobie</l>
            <l rend="indent2">nie ma za hańbę sobie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Trzymam też za pewne, z tak ludnego grona</l>
            <l>że w jednym korzysta myśl twoja pieszczona,</l>
            <l rend="indent2">któremu, byleś miała,</l>
            <l rend="indent2">i tysiąc serc byś dała.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Przecię i ja, chociaż zalotnik niecudny,</l>
            <l n="10">tylko żem przyjaciel wierny, nie obłudny, </l>
            <l rend="indent2">niech w poczet twych wybrany</l>
            <l rend="indent2">sług będę zapisany.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Inszy twą wdzięcznością zaloty swe słodzą,</l>
            <l>drudzy twę sierocą sławę zelżyć godzą,</l>
            <l n="15" rend="indent2">niektórym umysł płochy</l>
            <l rend="indent2">ku tobie stroi fochy.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Ale mnie do ciebie nie tak krew uwodzi,</l>
            <l>która się na twarzy szlachetnej twej młodzi,</l>
            <l rend="indent2">nie zapał twego lica</l>
            <l n="20" rend="indent2">chęci me tak podniéca,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>jako oczy skromne, a przecię dotkliwe,</l>
            <l>także obyczaje dworne i wstydliwe</l>
            <l rend="indent2">serce mi wyrywają,</l>
            <l rend="indent2">a tobie oddawają.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Przetoż nie do czasu, ale by na wieki</l>
            <l>mogło być, chciałem cię przyjąć do opieki</l>
            <l rend="indent2">i w każdym złym trefunku</l>
            <l rend="indent2">dodawać ci ratunku.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Lecz że ty od moich życzliwości stronisz</l>
            <l n="30">a miasto istotnych obietnic wiatr gonisz,</l>
            <l rend="indent2">nie mnie w tym będziesz krzywa,</l>
            <l rend="indent2">lecz sobie, pókiś żywa.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Ja, żem chciał być twoim przyjacielem wszędzie,</l>
            <l>ten wiersz niepochybnym świadkiem mi niech będzie.</l>
            <l n="35" rend="indent2">Jeśli masz mało na tym,</l>
            <l rend="indent2">dobrą noc miewaj zatym.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Dwudziesty dziewiąty</head>
        <head>TYMOS</head>
          <lg>
            <l>Wdzięczny Zefirze, lecąc śrzodkiem Ukrainy</l>
            <l>nie zapomnij ode mnie pozdrowić Maryny,</l>
            <l>nie zapomnij łagodnym szeptem twego ducha</l>
            <l>tę piosnkę jej zaśpiewać cichuchno do ucha:</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">„I takeś barzo sobie, moje dziewczę lube,</l>
            <l>umiliła w odległych krajach kąty grube,</l>
            <l>że też do leonowych budynków przezacnych</l>
            <l>bynamniej w sobie tesknic nie czujesz niesmacznych?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Izaż nie wiesz, że alkierz z okienkiem przychylnym,</l>
            <l n="10">z któregoś ty strzelała na mię okiem pilnym,</l>
            <l>którym do ciebie moje zalatały chęci,</l>
            <l>ustawicznie się z twojej niebytności smęci?</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Dla ciebie ogródeczka mego bujne zioła</l>
            <l>frasobliwe nadzwyczaj pomarszczyły czoła,</l>
            <l n="15">do ciebie z lilijami fijołki steskniły,</l>
            <l>drzewa niedonoszone płody poroniły.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Hejże, kochana dziewko, pokaż nam swe czoło,</l>
            <l>na którego ozdoby już nie tylko sioło,</l>
            <l>ale i roksolańska stolica dwójgrodna</l>
            <l n="20">zawsze się zapatrować nie zawsze jest godna.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Patrzaj, jako cię z chęcią wyglądają wieże,</l>
            <l>jako lew, który miasta z wysokości strzeże,</l>
            <l>upatrując przyjazdu twego, nieuśpiony</l>
            <l>obraca ustawicznie wzrok na wszytkie strony.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="25">Pokwapże tedy do nas niezwykłym pośpiechem,</l>
            <l>kędy cię trefne żarty z krotofilnym śmiechem,</l>
            <l>zabawy pokojowe, przechadzki pomierne</l>
            <l>i panieńskie czekają kompanije wierne.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Tu rozkosz co przedniejsze złożyła swe zbiory,</l>
            <l n="30">tu Cyterea wszytkie przeniosła Amory,</l>
            <l>tu Kupidowie z oczu dziewiczych się snują,</l>
            <l>tu na udatnych wargach strzały swe hecują,</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>tu się jako do gniazda wszelkich pociech zlata,</l>
            <l>cokolwiek jest lubości uciesznego świata.</l>
            <l n="35">Tu wszytko jest, co tylko mają ruskie kraje, </l>
            <l>oprócz, że ciebie samej jednej nie dostaje”.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Trzydziesty</head>
        <head>HIACYNT</head>
          <lg>
            <l>Nie już słońce promienie złotowłose roni,</l>
            <l>kiedy się czarnej chmury żałobą zasłoni,</l>
            <l>owszem, po niebie toczy tym jaśniejsze koło,</l>
            <l>gdy mu opłocze burza niepogodna czoło;</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">ani zorza w ciemnościach ostatnie już tonie,</l>
            <l>kiedy w wieczornym mroku zanurzy swe skronie,</l>
            <l>ale tym bielszą światu pokazuje szyję,</l>
            <l>im ją nadłużej w nocnej kąpieli wymyje.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Nie przeto mój Kupido pozbędzie swych chęci,</l>
            <l n="10">że go przeciwne szczęście srogim wichrem kręci;</l>
            <l>nie dlatego pochodnia w ręku jego zgaśnie,</l>
            <l>iże ją wróg zawisny chce zatłumić właśnie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Jako wągiel skropiony wodą barziej parzy,</l>
            <l>jako wiatr rozdymając ogień, lepiej żarzy,</l>
            <l n="15">tak miłość moja większe wypuszcza płomienie,</l>
            <l>skoro na nię fortuna przeciwnością wienie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Rzeka zatamowana wody nie pozbywa,</l>
            <l>lecz sowitą powodzią natychmiast opływa;</l>
            <l>im kto uporniej drzewo palmowe w dół tłumi,</l>
            <l n="20">tym prędzej swe gałęzie wzgórę podnieść umié.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>I ja na znak miłości mojej nieodmiennéj</l>
            <l>postawię nad potokiem srebrnym słup kamienny,</l>
            <l>na którego wierzchołku będą wespół ryte</l>
            <l>dwie serca jedną włócznią miłości przebite.</l>
          </lg>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>Trzydziesty pierwszy</head>
        <head>LEONDARY</head>
          <lg>
            <l>Widziałem swymi oczyma dowodnie,</l>
            <l>gdy nieostrożnie Kupido pochodnię</l>
            <l>w ręku trzymając, łuk i skrzydła obie</l>
            <l rend="indent3">zapalił sobie.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l n="5">Jam się zradował wielce tej nowinie,</l>
            <l>rozumiejąc to o złym Kupidynie,</l>
            <l>że mię nie spali więcej ni ugoni,</l>
            <l rend="indent3">zbywszy swych broni.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Lecz próżno, bowiem on bożeczek leki</l>
            <l n="10">wziął Halinine na skrzydła powieki,</l>
            <l>ze brwi okrągłych rogi zrobił krzywe,</l>
            <l rend="indent3">z włosów cięciwę.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Ja gdym chciał dodać Halinie ratunku,</l>
            <l>by ją nie obrał z wszytkiego rynsztunku,</l>
            <l n="15">ani wiem, jako czasu tej obrony</l>
            <l rend="indent3">jestem zraniony.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Wiem, nie Kupido zranił mię bezbronny,</l>
            <l>raczej, Halino, twój wzrok nieuchronny,</l>
            <l>który i dusze przez ciało przenika,</l>
            <l n="20" rend="indent3">i serca tyka.</l>
          </lg>
          <lg>
            <l>Przetoż jakom ja bronił twojej szkody,</l>
            <l>tak ty pozbaw mię żałosnej przygody</l>
            <l>abo w nagrodę daj mi twą w zamianę</l>
            <l rend="indent3">szkodę za ranę.</l>
          </lg>
        </div>
      </div>
    </body>
  </text>
</TEI>

