﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/xsl" href="szablon-stary-barok-tooltips.xsl"?>


<!--
UWAGI ODNOŚNIE DO KODOWANIA:

tagi używane w tekstach poetyckich:
   <l>linijka tekstu wierszowanego</l>
   <l n="15">wers z numerem na marginesie</l>
   <l rend="indent">wers z wcięciem</l>
   <l n="20" rend="indent">wers z wcięciem i z numerem</l>

zwrotka tekstu wierszowanego:
   <lg>  
      <l>pierwsza linijka</l>
      <l>druga linijka</l>
   </lg>

tagi używane w kodowaniu prozy:
   <p>akapit prozy</p>
   <p>następny akapit, itd.</p>

tytuły wierszy, rozdziałów etc.:
   <head>Tytuł</head>

części, rozdziały, poszczególne wiersze:
   <div>tu umieszczamy całą część tesktu, strofy, akapity itd.</div>
   <div type="poem">poszczególne wiersze w obrębie zbioru</div>
   <div type="chapter">poszczególne rozdziały prozy</div>
   
kursywa, wyróżnienia:
   <emph>żeby nie komplikować, używany jest tylko jeden tag</emph>

uzupełnienia wydawcy, aparat, przypisy:
   <add>wyrazy (litery) uzupełnione przez wydawcę; automatycznie zostaną dodane nawiasy ostre</add>
   <note>treść przypisu (komentarz, objaśnienia)</note>
   <note type="aparat">aparat krytyczny: komentarz do bieżącego miejsca</note>
   używane znaki utf (żeby nie korzystać z encji):
   –   (=półpałza)
   „ ” (=cudzysłów zwykły)
   ‘ ’ (=cudzysłów do znaczeń)
-->

<TEI>
  <teiHeader> 
    <fileDesc>
      <titleStmt>
        <title>Roksolanki, to jest Ruskie panny</title>
        <author>Szymon Zimorowic</author>
        <respStmt>
          <resp>wyd.</resp>
          <name>Radosław Grześkowiak</name>
        </respStmt>
      </titleStmt>
      <publicationStmt>
        <publisher>Staropolska.pl</publisher>
        <availability status="free">
          <p>Distributed by the Pedagogical University in Krakow under a <ref target="http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/">Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0 License</ref>.</p>
        </availability>
        <date>2.04.2013</date>
      </publicationStmt>
      <sourceDesc>
        <bibl>Szymon Zimorowic, <i>Roksolanki to jest Ruskie panny</i>, wyd. Radosław Grześkowiak, Warszawa 1999 („Biblioteka Pisarzy Staropolskich” 13).</bibl>
      </sourceDesc>
    </fileDesc>
    <profileDesc>
      <creation> 
        <date>1629/1654</date>
      </creation> 
      <textClass> 
        <keywords scheme="słowa kluczowe">
          <term>Szymon Zimorowic</term>
          <term>Roksolanki to jest Ruskie panny</term>
          <term>poezja</term>
          <term>sielanka</term>
          <term>barok</term>
        </keywords>
      </textClass> 
    </profileDesc>
  </teiHeader>
  <text>
    <body>
      <div type="collection">
      <head>ROKSOLANKI TO JEST RUSKIE PANNY<lb/> NA WESELE B. Z. z K. D.</head>
      <!-- tu się zaczynają poszczególne wiersze -->
        <div type="poem">
        <head>UKOCHANYM OBLUBIEŃCOM B. Z. i K. D.</head>
          <l rend="indent">Te kwiatki zbioru mego, na polach uszczknione</l>
          <l>kastalijskich, niech będą tobie poświęcone,</l>
          <l>ucieszny Rozymundzie z Lilidorą, który</l>
          <l>chciałeś mię był wprowadzić na askrejskie góry,</l>
          <l n="5">kędy pod lasem siadszy Kalliroe śliska</l>
          <l>z piersi nabrzmiałych wody obfite wyciska.</l>
          <l>Lecz daremnie, abowiem w pół zaczętej drogi</l>
          <l>wściekła Lachezis kosą podcina mi nogi</l>
          <l>i pierwej w niepamiętnym chce mię kąpać zdroju,</l>
          <l n="10">niżbym wiekopomnego skosztował napoju;</l>
          <l>stąd jako zgruchotany garniec wodę leje,</l>
          <l>tak znacznie we mnie siła wrodzona niszczeje.</l>
          <l>Przetoż póki się młodość moja nie przesili</l>
          <l>a dnia mego ku nocy wieczór nie nachyli,</l>
          <l n="15">cokolwiek-em kwiateczków zebrał na Aonie</l>
          <l>i jakom wiele słyszał pieśni w Helikonie,</l>
          <l>do ciebie chętnie niosę. Ty, siedząc za stołem</l>
          <l>godowniczym, przyjmi je niezmarszczonym czołem.</l>
          <l>Ja nie dbam, choć ta praca do drukarskiej prasy</l>
          <l n="20">nie przyjdzie ani przyszłe obaczą jej czasy;</l>
          <l>jeśli ty przeczytawszy dasz łaskawe zdanie</l>
          <l>i pochwalisz, dosyć się mej żądości zstanie.</l>
          <l>Ale próżna ma chluba – tylko to przebiera</l>
          <l>n<add>a</add>wdzięczniej łabęć gardłem, gdy prawie umiera,</l>
          <l n="25">ja zaś cichuchno więdnę jako letnie siano,</l>
          <l>które strąciła ze pnia ostra stal porano.</l>
          <l rend="indent">Namilsi oblubieńcy, dusze ulubione,</l>
          <l>żyjcie za mnie, a ile blada Persefone</l>
          <l>dni mi skróci, pędząc mię za słoniowe wrota,</l>
          <l n="30">niechaj wam Bóg przedłuży tyl<add>e</add> lat żywota.</l>
          <l>Ja, choć od was odejdę w elizyjskie błonie,</l>
          <l>i tam kwiatki na wasze przątać będę skronie.</l>
        </div>
        <div type="poem">
        <head>DZIEWOSŁĄB</head>
          <l rend="indent">Owoż ja, HYMEN, do was, wdzięczni oblubieńcy,</l>
          <l>przychodzę na biesiadę. Panny i młodzieńcy,</l>
          <l>nie rozrywajcie moim dobrej myśli przyściem:</l>
          <l>na tom skronie obtoczył wawrzynowym liściem,</l>
          <l n="5">że nigdy krotochwili wesołej nie psuję,</l>
          <l>owszem, w małżeńskich godach chętnie ulubuję.</l>
          <l rend="indent">On ci ja jest bożeczek młodziuchny, pieszczony,</l>
          <l>syn ida<add>li</add>jskiej matki, wnuk krasnej Dyjony,</l>
          <l>przyrodny Kupidynów, nie Kupido przecię.</l>
          <l n="10">Aby ludzie samopas nie żyli na świecie,</l>
          <l>żeby ziemskie nie stały pustyniami kraje,</l>
          <l>mężom nieunoszonym płodne żony raję,</l>
          <l>panienkom sromieźliwym panicze ochotne	</l>
          <l>sposabiam w towarzystwo często dożywotne.</l>
          <l n="15">Stąd mię starzy ojcowie nazywali sprawcą</l>
          <l>małżeńskiego przymierza abo ślubodawcą.</l>
          <l>Nie dziwujcie, że jestem na postaci młody</l>
          <l>anim statkiem osypał młodziuchnej jagody:</l>
          <l>jeszczem ja świata tego dziecinne pieluchy</l>
          <l n="20">z pierwocinami oddał matce złotoruchéj;</l>
          <l>nadto, gdy pokolenia następne rozpładzam,</l>
          <l>i sam coraz młodnieję, coraz się odradzam.</l>
          <l>Jako winna macica płód swój wielomnogi</l>
          <l>przez każdoroczne zwykła rozkrzewiać połogi,</l>
          <l n="25">z której na miejsce macior młódź wynika nowa,</l>
          <l>tak też nienaganione one Boskie słowa:</l>
          <l>„Rozrastajcie się, ludzkie rozmnażajcie plemię”</l>
          <l>mieszkańcami żywymi napełniły ziemię.</l>
          <l>Cokolwiek świat okrągły swym kołem zamyka</l>
          <l n="30">i kędy słońce gaśnie, i kędy wynika,</l>
          <l>wszytkim obywatelom daję pomnożenia.</l>
          <l>I tu do was przybyłem nago, bez odzienia,</l>
          <l>nie bojąc się sytońskich śniegów ani osi</l>
          <l>arktowej, którą Wodnik ilijacki rosi:</l>
          <l n="35">ogień mię przyrodzony i ze wnątrz zagrzewa,</l>
          <l>i z wierzchu swym płomieniem ciało mi odziewa.</l>
          <l>Jeśli mię też spytacie, na co łuk napięty</l>
          <l>z sercowładnymi noszę w mym kołczanie pręty,</l>
          <l>czemu mi w ręku ogniem pała lana świéca,</l>
          <l n="40">temu: skoro krnąbrnego napadnę panicza,</l>
          <l>a on wysoko buja nad ziemskimi stany,</l>
          <l>zaraz mu w serce sieję z tego łuku rany;</l>
          <l>także i was, panienki, kiedy szyje wasze</l>
          <l>ukrywacie przed jarzmem, tą pochodnią straszę.</l>
          <l n="45">Bo niesłusznie do spółku ludzkiego przychodzą</l>
          <l>ci, którzy mogąc, sobie podobnych nie rodzą;</l>
          <l>owszem, światłości dziennej zażywać niegodni,</l>
          <l>że drugim nie podają żywotniej pochodni.</l>
          <l>Przetoż niechaj przede mną, kędy chce, kto stroni,</l>
          <l n="50">ujźrzy, jeśli hardego pióra nie uroni.</l>
          <l rend="indent">	Doznał mię Polifemus, niegdy syn Neptunów,</l>
          <l>chociaż się bogów nie bał ani ich piorunów.</l>
          <l>Skorom mu tylko gładką Galateę schwalił,</l>
          <l>wszytek się jako Etna siarczysta rozpalił,</l>
          <l n="55">że z jamy jego ciemnej gęsty dym wypadał, </l>
          <l>że też on krwawożyrca, który ludzie jadał,</l>
          <l>galantować się umiał: wpojśrzód oceana</l>
          <l>ciało olbrzymskie kąpał stojąc po kolana,</l>
          <l>nauczył się grabiami poczesać czupryny,</l>
          <l n="60">sierpem brody przystrugać. Dla młodej dziewczyny</l>
          <l>często z stodziurnej surmy piszczek jednooki</l>
          <l>ogromne głosy na wiatr wypuszczał szeroki.</l>
          <l>Niejednego niedźwiedzia dla kożucha zabił,</l>
          <l>żeby tylko do siebie Galateą zwabił.</l>
          <l rend="indent" n="65">Wtąż mężnemu Pelidzie Pryjamowa cora</l>
          <l>podobała się. Chociaż brata jej, Hektora,</l>
          <l>na placu położywszy, trupokupcą został,</l>
          <l>starał się, aby grzecznej Polikseny dostał.</l>
          <l>Ociec był nie od tego, dlategoż pan młody</l>
          <l n="70">bezbronny do Cyntego kościoła na gody</l>
          <l>przyszedł, ale niż wiarę Pryjamównie ślubił,</l>
          <l>przy ołtarzu go Parys niemęski zagubił.</l>
          <l rend="indent">	Nie wspominam dziewoi twojej, Enomanie,</l>
          <l>uchodzącej zalotów na prędkim rydwanie:</l>
          <l n="75">wszak jej nie ratowały woźniki obrotne</l>
          <l>ani poszosne, ani wozy bystrolotne,</l>
          <l>kiedy własny forytarz wydał ją na jatki,</l>
          <l>skoro do niej wyjachał Tantalowic gładki.</l>
          <l>Wszak i ty, Rozymundzie, zaledwieś wyczytał</l>
          <l n="80">imię półbrata mego, kiedyś się go chwytał,</l>
          <l>jeszcześ go z twarzy nie znał aniś jego krzywych</l>
          <l>słuchał obietnic, ani fortelów zdradliwych,</l>
          <l>a już w niewinnych latach zamysłami twymi</l>
          <l>bujałeś równo z jego pióry pierzchliwymi.</l>
          <l n="85">On się nad tobą pastwił za twą ludzkość srodze,</l>
          <l>oczy twoje dał ślepej chciwości za wodze.</l>
          <l>Ilekroć się do serca wemknął on gość chytry,</l>
          <l>wznieciwszy gorzki ogień z smrodliwej salitry,</l>
          <l>kuźnie swoje założył – tam swe strzały kował,</l>
          <l n="90">tam je ostrzył, tam twoją krwią one hartował.</l>
          <l>Ty zasię swej krewkości zostawszy rozrutnym,</l>
          <l>obrałeś z towarzyszem przestawać okrutnym;</l>
          <l>wolałeś swe zabawy mieć z niemiłosiernym</l>
          <l>zabójcą niżli ze mną, przyjacielem wiernym.</l>
          <l n="95">Jam tobie kwiatki zbierał po świętym Syjonie,</l>
          <l>jam na Libanie wieniec składał na twe skronie,</l>
          <l>jam dostawał balsamu z raju twej młodości,</l>
          <l>jam owoc z palmy zrywał dla twojej wieczności,</l>
          <l>a ty ode mnie spieszno na attyckie gory</l>
          <l n="100">uchodziłeś do mądrej rzkomo Terpsychory.</l>
          <l>Przecię jednak musiałeś minąć Terpsychorę,</l>
          <l>a otrzymać tysiąckroć wdzięczną Lilidorę;</l>
          <l>prawda, mało pomogą muzy miękkoliczne,</l>
          <l>kiedy moje dochodzą strzały sercotyczne.</l>
          <l rend="indent" n="105">Nie wiedział przedtym Febus, syn wielkiej Latony,</l>
          <l>co by za władzą miała królowa z Ankony.</l>
          <l>Wszytkie lata młodości swojej i godziny</l>
          <l>poświęcił wiecznośpiewnym pannom M<add>nem</add>ozyny.</l>
          <l>Z nimi usiadszy blisko askrejskiej fontany,</l>
          <l n="110">na głośnotwornej arfie waleczne hetmany,</l>
          <l>nieużyte bojary, hardomyślne grofy</l>
          <l>wychwalał, zawięzując gładkim rymem strofy.</l>
          <l>Milej mu było, siedząc u aońskiej studnie,</l>
          <l>płaskim głosem wykwintnie zaśpiewać w południe</l>
          <l n="115">abo trąbę i stalną wziąwszy rohatynę,</l>
          <l>bieżeć z myśliwą siostrą w moskiewską krainę</l>
          <l>i tam zabijać żubry, tury i niedźwiedzie,</l>
          <l>niżeli przy podwice siadać na biesiedzie.</l>
          <l>Dlategoż się moimi uciechami brzydził,</l>
          <l n="120">kędy mię kolwiek zoczył, wszędy ze mnie szydził:</l>
          <l>„Na co – prawi – ten sajdak nosisz na twych karkach?</l>
          <l>Ponieważ do strzelania nie masz siły w barkach,</l>
          <l>mnie to raczej marsowe oręże przystoi,</l>
          <l>którego się wieprz groźny i mściwy lew boi.</l>
          <l n="125">A ty, licha dziecino, zaniechawszy łuku,</l>
          <l>głownią podkurzaj gachów przemierzłych na bruku;</l>
          <l>mnie strzały daruj”. – „Prawda, Febe, z twojej kusze</l>
          <l>nieme bestyje martwej pozbywają dusze,</l>
          <l>mój zasię bełt z pieszczonych wypuszczony rogów</l>
          <l n="130">przejmie ciebie i twoich przechwalonych bogów.”</l>
          <l>To rzekszy, z lampsackiego pałacu cięciwą</l>
          <l>wrzuciłem mu do piersi strzałę zapalczywą,</l>
          <l>a drugą, która niechęć i nienawiść czyni,</l>
          <l>utopiłem w Penejskiej młodziuchnej kniehini.</l>
          <l n="135">Pierwsza była arabskim powleczona złotem,</l>
          <l>ta zasię przytępiona ołowianym grotem,</l>
          <l>przetoż Apollo całym sercem ku niej pała,</l>
          <l>nimfa zaś obowiązków małżeńskich niedbała</l>
          <l>woli jelenie ślidzić po kniejach nieludnych,</l>
          <l n="140">zaniechawszy urody i zalotów trudnych.</l>
          <l>Tytan, co na nię wejźrzy, z miłości umiera:</l>
          <l>jako ogień chrost suchy i plewy pożera,</l>
          <l>tak płomień jego serce gorące otacza;</l>
          <l>czasem bierze otuchę, a czasem rozpacza.</l>
          <l n="145">Widzi warkocz po szyjej białej rozpuszczony,</l>
          <l>piękny, choć superfinem w kółko niespleciony,</l>
          <l>patrzy na oczy równe gwiazdom wyiskrzonym,</l>
          <l>dziwuje się paluszkom z krzyształu toczonym.</l>
          <l>To wargi, to ramiona okrągłe przechwala</l>
          <l n="150">i to, czego nie dojźrzał. On tak się rozpala,</l>
          <l>panna od niego oczy odwraca wstydliwa.</l>
          <l>Cyntyjus krzyknie: „Postój, panienko poczciwa,</l>
          <l>nie uciekaj przede mną, służebnikiem wiernym!</l>
          <l>Tylko owcy lękliwej przed wilkiem obżernym</l>
          <l n="155">lub garlicy przed orłem, który ją chce szkodzić,</l>
          <l>abo łani przede lwem przysłusza uchodzić,</l>
          <l>ale ja nie umysłem wilczyce drapieżnej</l>
          <l>spieszę do twych różanych ust i szyjej śnieżnej.</l>
          <l>Pohamuj bieg, niebogo, żebyś bieżąc marnie,</l>
          <l n="160">nie ugodziła nóżką na ościste tarnie.</l>
          <l>Uchodź lekko, za tobą i ja pójdę miernie,</l>
          <l>waruj upaść na skałę abo ostre ciernie.</l>
          <l>Przy tym rzuć na mię by raz okiem przyjacielskim.</l>
          <l>Patrz, kto goni. Nie jestem sko<add>t</add>opasem sielskim,</l>
          <l n="165">nie zrodziłem się kmieciem ani prostym gburem,</l>
          <l>żebym chodził za bydłem gromadzkim z koszturem.</l>
          <l>W delfickiej ziemi, w księstwie patarajskim ślicznym</l>
          <l>i na Tenedzie jestem dzierżawcą dziedzicznym.</l>
          <l>Umiem do kupy sprzęgać wierszyki podwojne</l>
          <l n="170">i na lutni przebierać trafię strony strojne.</l>
          <l>Nie nowina mi śpiewać przy szemrzącym flecie,</l>
          <l>nie nowina kancony grawać na kornecie.</l>
          <l>Mogę galardy z włoską pergameszką skoczyć,</l>
          <l>plęsy ruskie wyprawiać, polskim tańcem toczyć.</l>
          <l n="175">Chociażem z padewskimi nie siadał doktory,</l>
          <l>przecię lekarzem każdy przyznawa mię chory:</l>
          <l>znam ja, której chorobie przygodzi się ziele.</l>
          <l>Niestetyż, choć-że ludzi uzdrowiłem wiele,</l>
          <l>nie mogę sobie pomóc mym własnym ratunkiem.</l>
          <l n="180">O zła miłości, żadnym nie zleczona trunkiem!”.</l>
          <l>Tą mową gdy jej nie mógł ucieczki zatrzymać,</l>
          <l>umyślił jej dogonić i gwałtem poimać,</l>
          <l>lecz temu nie podołał, bo Penejska córa,</l>
          <l>wziąwszy do nóg dziewiczych lekkowietrzne pióra,</l>
          <l n="185">jęła uchodzić przed nim ukwapliwym skokiem.</l>
          <l>Cyntyjus popędliwym tuż tuż za nią krokiem</l>
          <l>nacierać nie przestawał, a jej przybywało</l>
          <l>ozdoby w biegu onym, bowiem białe ciało</l>
          <l>z trudu otoczyło się szkarłatnym rumieńcem;</l>
          <l n="190">choć-że z głowy zaplotki upadły jej z wieńcem,</l>
          <l>pięknie z wiatrem się wiła kosa rozpostarta.</l>
          <l>Tak kiedy więc ochota myśliwego charta</l>
          <l>za leśnym kotem w polu przeźrzoczystym ciska,</l>
          <l>a ten z nieznajomego poszczwany siedliska</l>
          <l n="195">wichrom bystrym wprzód nie da, ile w nim tchu zstaje</l>
          <l>pędzi, ów odpoczynku także mu nie daje,</l>
          <l>ale tuż nad nim wisi; już już myśli nogą</l>
          <l>dostać go, już mu w sercu śmierć gotuje srogą,</l>
          <l>już chce pysk w szyjej jego utopić za uchem,</l>
          <l n="200">a źwierz kusy umyka do lasa z kożuchem – </l>
          <l>nie inaczej ci gońcy zawodem się draźnią:</l>
          <l>ten prędki dla nadziejej, ta chybka bojaźnią.</l>
          <l>Skorom Latończykowi przypiął do nóg skrzydła,</l>
          <l>uchwycił ją, a Dafne w ręku mu ostydła.</l>
          <l n="205">Duch się w niej zahamował od ciężkiego tchnienia,</l>
          <l>przetoż widząc się bliską pewnego zginienia,</l>
          <l>prosiła bogów, żeby natychmiast umarła</l>
          <l>abo żeby ją ziemia rozstępna pożarła.</l>
          <l>Jakoż na tymże miejscu żywo zatrętwiała,</l>
          <l n="210">twarz się jej śliczna skórą chropawą odziała,</l>
          <l>z włosów listy, a z ramion gałęzie wyrosły,</l>
          <l>nogi obie, które ją ukwapliwie niosły,</l>
          <l>w ziemię, na której stały, puściły korzenie,</l>
          <l>tylko jeszcze serca jej nie ustało drżenie.</l>
          <l n="215">Smutny Pean, że żywej nie mógł dostać żony,</l>
          <l>zmarłą obrał za wawrzyn sobie poświęcony.</l>
          <l rend="indent">Ja z tobą, Rozymundzie, łaskawiej postąpił,</l>
          <l>bo jakom tobie czystych zapałów nie skąpił,</l>
          <l>tak wzajem gładkowłosej twojej Lilidorze</l>
          <l n="220">ogniów nieugaszonych udzielałem sporze.</l>
          <l>Równym sposobem matka prędkiego Memnona</l>
          <l>miłowała przedziwnej urody Tytona;</l>
          <l>Tyton też, ulubiwszy nadobną Aurorę,</l>
          <l>płomienie brał do ciała z jej gładkości spore.</l>
          <l n="225">Takiej i ja ku tobie życzliwości zażył.</l>
          <l>Tyś mnie u siebie barzo lada jako ważył,</l>
          <l>tyś namniejszą podniatę Kupidowej strzały</l>
          <l>dwakroć drożej szacował nad moje zapały.</l>
          <l>Jam ciebie odrzucony na stronę żałował,</l>
          <l n="230">ja, żeby twą dzielnością marnie nie szafował</l>
          <l>wróg żywota ludzkiego, miasto srogiej kaźni</l>
          <l>przybrałem towarzysza do twojej przyjaźni,</l>
          <l>nie prostej krwie, lecz zacnych rodzicielów corę,</l>
          <l>napiękniejszą w rosiejskim kraju Lilidorę.</l>
          <l n="235">Ta zaledwie z Jutrzenką na Olimpie raną</l>
          <l>pokazała niskiemu światu twarz różaną,</l>
          <l>zaraz z Septemtryjonu śniegi z zimą sprosną</l>
          <l>uciekły, na ich miejsce młody Zefir z wiosną</l>
          <l>nastąpiwszy, kwiatami pola uhaftował.</l>
          <l n="240">Tej rozmaryn wrodzoną przyjemność darował,</l>
          <l>tej róże sromieźliwe wstydu udzieliły,</l>
          <l>tej ciało białością swą lilije okryły,</l>
          <l>tej fijołki barwiste i pachniące zioła</l>
          <l>koronę dla świetnego zgotowały czoła.</l>
          <l n="245">Tę nabatejskie kołem otoczyły wonie,</l>
          <l>tę gracyje na wdzięcznym piastowały łonie,</l>
          <l>tę kameny na wierzchu libetryjskiej skały</l>
          <l>przy muzyce niebieską rosą wykąpały.</l>
          <l>Ta w jednej nawie z matką moją pianorodną</l>
          <l n="250">na oceanie wielkim pływać była godną.</l>
          <l>Tę ja, gdy zamyślała boskiemu imieniu</l>
          <l>służby oddać u Westy w niedostępnym cieniu,</l>
          <l>namówiłem w małżeństwo, że też ani zgadła,</l>
          <l>jako u boku twego za stołem usiadła.</l>
          <l rend="indent" n="255">Tak niegdy Persefona, Cerery kochanie,</l>
          <l>umyśliwszy w świebodnym lata trawić stanie,</l>
          <l>po łąkach i dąbrowach kwiatki wielorodne</l>
          <l>zbierając, przesadzała na grzędy ogrodne.</l>
          <l>Z nich to różdżki równała, to wieńce okrągłe</l>
          <l n="260">rozmaicie zwijała na czoło wyciągłe.</l>
          <l>Skoro ją stary Pluton w wirydarzu zoczył,</l>
          <l>pierwej porwał do siebie, niżli jej doskoczył.</l>
          <l>Chociaj szyję ukopcił w awernowych hutach,</l>
          <l>choć do niej w smarowanych dziegciem wyszedł butach,</l>
          <l n="265">chociajże dymem śmierdział i obrzydłą siarką,</l>
          <l>wolała Plutonową być niżli wieńczarką.</l>
          <l rend="indent">	Któż nie wiadom uporu krnąbrnej Atalanty,</l>
          <l>jako brzydko gubiła miłosne galanty?</l>
          <l>Żeby myliła biednym zalotnikom szyki,</l>
          <l n="270">na wyścigi wypadać śmiała z zawodniki:</l>
          <l>ten jej miał być do śmierci przyjacielem całem,</l>
          <l>który by z nią porównał jednostajnym czwałem,</l>
          <l>a który pole w onej gonitwie utracił,</l>
          <l>gardłem lenistwo ciężkie i zaloty płacił.</l>
          <l n="275">Wiele się porywało wydołać jej w biegu,</l>
          <l>ale każdy ustawszy, przy piekle noclegu</l>
          <l>miasto łożnice dostał. Przecię do zawodu</l>
          <l>obrał się Megarejczyk z mojego powodu:</l>
          <l>temu ja w sercu nową wznieciwszy ochotę,</l>
          <l n="280">dałem rozrywkę, dałem i dwie jabłka złote,</l>
          <l>i trzecie, które pasterz trojański na Idzie</l>
          <l>rodzicielce z piękności przysądził, Cyprydzie.</l>
          <l>A wtym, gdy znamię dała biegu trąba sroga,</l>
          <l>natychmiast przodek wzięła panna wiatronoga</l>
          <l n="285">i pierwej by onego dokończyła tańca,</l>
          <l>by ją nie hamowała trzecia pomarańca,</l>
          <l>bo gdy on jabłka rzucał, ona je zbierała,</l>
          <l>przez omieszkanie w drodze przejąć mu się dała.</l>
          <l>Tym fortelem młodzieniec lotnej skoczce sprostał,</l>
          <l n="290">swoje zdrowie zachował a z niej żony dostał.</l>
          <l rend="indent">Ale ty przyjaciela za moim wyrokiem</l>
          <l>otrzymałeś nie gwałtem, nie szalonym krokiem,</l>
          <l>lecz miluchno i snadno. Któż to inszy sprawił?</l>
          <l>Kto imię Lilidory naprzód tego zjawił,</l>
          <l n="295">kto ją oczom pokazał, kto w sercu osłodził,</l>
          <l>oprócz mnie, którym do niej w dziewosłąby chodził?</l>
          <l>Jam pierwszy oczy wasze do siebie nakłonił,</l>
          <l>jam pilnował, aby wzrok gdzie indziej nie stronił,</l>
          <l>jam usta wasze poił obfitą wdzięcznością,</l>
          <l n="300">jam zaloty cukrował wasze przyjemnością.</l>
          <l>Oświeciłem miłością w sercach drogi skryte,</l>
          <l>skruszyłem trwałym statkiem zamki niedobyte;</l>
          <l>dwie duszy w jedno ciało takem mocno spoił,</l>
          <l>żeby ich wróg zawisny żaden nie rozdwoił.</l>
          <l n="305">Chociaż mokre obłoki powodzią rozpłyną,</l>
          <l>chociaż morze i rzeki wody z brzegów liną,</l>
          <l>choć Eolus powietrze wzburzy wszytko właśnie,</l>
          <l>ten ogień w sercach waszych nigdy nie zagaśnie.</l>
          <l rend="indent">	Darmo tedy Kupido o was się pokusi,</l>
          <l n="310">bowiem pochodnia jego tu szwankować musi.</l>
          <l>Zechce-li wam z daleka szkodzić z swej łuczyny,</l>
          <l>prędko z swych strzał miłosnych będzie miał perzyny;</l>
          <l>przystąpi-li też blisko, nacierając śmiele,</l>
          <l>zapewne buczne skrzydła zostawi w popiele.</l>
          <l n="315">Niechajże was, jako chce, ten bożeczek draźni,</l>
          <l>wy bezpiecznie w tym stanie krom płochej bojaźni</l>
          <l>żyjcie, który Bóg w raju rozkosznym sporządził,</l>
          <l>kiedy samemu źle być człekowi osądził.</l>
          <l>Więc nie mędrca, nie brata ani też drugiego</l>
          <l n="320">Adama utworzył mu do życia spólnego,</l>
          <l>lecz żonę ślubną z jegoż uformował ziobra:</l>
          <l>zła rzecz była jednemu mieszkać, dwojgom dobra.</l>
          <l>Odtąd z tej pary jako z źrzódła woda żywa</l>
          <l>tym więcej wynikając, sowicie wypływa</l>
          <l n="325">na wszytkie ziemskie kraje: i gdzie tytan młody</l>
          <l>umywa raną rosą różane jagody,</l>
          <l>i gdzie późno oświeca hesperyjskie knieje,</l>
          <l>skąd Auster południowym skrzydłem ciepło wieje,</l>
          <l>skąd Boreas na wichrach nieścignionych leci,</l>
          <l n="330">wszędy mnóstwo panuje Adamowych dzieci.</l>
          <l>Te zasiadają pańskie i cesarskie krzesła,</l>
          <l>te wymyślają coraz subtelne rzemiesła,</l>
          <l>te budują pałace, miasta, zamki, dwory,</l>
          <l>te napełniają wojska, niebiosa, klasztory, 	</l>
          <l n="335">te regiment nad wszytkim stworzeniem trzymają,</l>
          <l>te przez odrodne wnuki i śmierci znikają.</l>
          <l>A chociaż im do czasu te lepianki z gliny</l>
          <l>w proch nieznaczny rozdrobi śmiertelna łotryni,</l>
          <l>przecię dnia ostatniego w świetniejsze odziani</l>
          <l n="340">członki do chwały będą niebieskiej wybrani.</l>
          <l>Tym kształtem pomarańcze dwie w żyznym Kanopie,</l>
          <l>gdy słońce przemieszkiwa w złotorunym Skopie,</l>
          <l>listami się okrywszy, coraz rozrastają</l>
          <l>w latorośle, a jabłka po kwietniu wydają.</l>
          <l n="345">Nie inaczej początek małżeńskiej przyjaźni</l>
          <l>w zalotach się zieleni zrazu dla bojaźni</l>
          <l>i nadziejej, a skoro gruntowną umowę</l>
          <l>uczyni, bierze wieńce rozkwitłe na głowę.</l>
          <l>Gdy zaś stanie przymierze ślubne, po nim gody,</l>
          <l n="350">na końcu wyrastają małżeńskie jagody,</l>
          <l>z nich plemienia ludzkiego nieprzebrana tłuszcza</l>
          <l>rojąc się, światu temu zgrzybieć nie dopuszcza,</l>
          <l>coraz pod stare strychy młódź nową podsadza,</l>
          <l>którą śmierć zatrzymawa, czas łakomy zdradza.</l>
          <l n="355">Samego tylko stanu małżeńskiego ksieni</l>
          <l>wszytkokrotna nie przetrwa ani wykorzeni;</l>
          <l>insze stany prędko by dawnością ustały,</l>
          <l>gdyby z małżeństwa świeżych posiłków nie brały.</l>
          <l>Trzykroć szczęśliwa PARO, z ciebie, jako z płodnych</l>
          <l n="360">dwu szczepów, wiele wznidzie owoców dorodnych.</l>
          <l>Bezpieczniej polatują dwie synogarlice,</l>
          <l>ochotniej pnie się wzgórę bluszcz wsparty na tyce,</l>
          <l>wdzięczniejszy odgłos bije z dwu spinetów zgodnych,</l>
          <l>większy zapach z dwu lilij wypada ogrodnych,</l>
          <l n="365">bystrzej płyną dwie rzece do kupy spuszczone,</l>
          <l>trwalsze w ciągnieniu konie do pary sprzężone,</l>
          <l>we dwa rzędy sadzony ogród kształtniej stoi,</l>
          <l>dyjament w kaście złotym jaśniej światłość dwoi,</l>
          <l>głośniej dwaj słowikowie śpiewają świebodni,</l>
          <l n="370">weselej zapalonych gore dwie pochodni – </l>
          <l>tak i wy w jedno żyjcie z obojga wcieleni,</l>
          <l>z obudwu stron będziecie żyć błogosławieni.</l>
          <l>Tego wam niebo życzy, które swe pałace</l>
          <l>wyprzątnione przez wasze chce osadzić prace.</l>
          <l n="375">Tego wam świat uprzejmie winszuje wesoły,</l>
          <l>na uczestnictwo wasze gotując żywioły.</l>
          <l>Tego ojczyzna, tego i ja sam bogato</l>
          <l>użyczyć chcę waszemu spółkowaniu za to,</l>
          <l>że wy wziąwszy przed oczy zacny wyrok Boski,</l>
          <l n="380">w tył rzuciwszy frasunki, trudy, koszty, troski,</l>
          <l>nie ścieżkami ciasnymi, nie manowcem skrytym,</l>
          <l>aleście się puścili w zawód torem bitym.</l>
          <l>Bieżcież, nie ustawając w chwalebnym zakonie,</l>
          <l>do kresu, gdzie macie wziąć dwie złote koronie.</l>
          <l rend="indent" n="385">Oto za was Kupido – nie ów, co się lągnie</l>
          <l>w Pafie, lecz Amor Boży – to jarzmo pociągnie.</l>
          <l>On sam wasze ciężary na swą wziąwszy szyję,</l>
          <l>ulży wam i w cieniu was swych skrzydeł zakryje,</l>
          <l>żeby wam nie zaszkodził ogniem dziennym ani</l>
          <l n="390">Febus jasnogorący, ani nocna pani.</l>
          <l>On otoczywszy piórmi lotnymi ramiona,</l>
          <l>wyniesie was z niskości tych nad Oryjona.</l>
          <l>Onoż i siostra jego, Zgoda, dusze z duchem</l>
          <l>lutując, przepasuje was wiecznym łańcuchem;</l>
          <l n="395">ta skroniom waszym róże gotuje wyborne,</l>
          <l>ta słodkobrzmiącej lutni ćwiczy strony sforne.</l>
          <l>Za nią w tropy wesoła poskakuje rota:</l>
          <l>Powolność, Wiara, Pokój, Dobra Myśl, Ochota.</l>
          <l>I Fortuna życzliwa na takie igrzysko</l>
          <l n="400">nie omieszkała; owszem, przystąpiwszy blisko,</l>
          <l>bindę z oczu zdejmuje, a z szczęśliwej czary</l>
          <l>na głowę waszę wlewa niepojęte dary.</l>
          <l rend="indent">	Bóg też, dawca wszelkiego dobra, swą Osobą</l>
          <l>że tam przebywa, gdzie dwaj zgodnie żyją z sobą,</l>
          <l n="405">byście w zaczętej drodze nie upadli marnie,</l>
          <l>zewsząd was nieomylną dobrocią ogarnie:</l>
          <l>oczy łaskawe ku wam nakłoni z wysoka,</l>
          <l>pilnując ścia waszego jak źrzenice oka,</l>
          <l>da miejsce prośbom waszym pokornym u siebie,</l>
          <l n="410">pospieszy na ratunek wam w każdej potrzebie,</l>
          <l>skarby łask nieprzebranych nad wami otworzy,</l>
          <l>pociech, zdrowia, radości i lat wam przysporzy,</l>
          <l>wasze dolegliwości, uciski, kłopoty</l>
          <l>przemieni w nieodmienną rozkosz i w czas złoty,</l>
          <l n="415">aż wy nacieszywszy się z wnęczęty swojemi,</l>
          <l>otrzymacie dziedzictwo obiecanej ziemi.</l>
          <l rend="indent">	Tymczasem, wdzięcznie proszę, przyjmicie tych gości,</l>
          <l>których do was prowadzę z roksolańskich włości:</l>
          <l>dwa chóry panien, trzeci z młodzieńców zebrany,</l>
          <l n="420">idą spieszno z muzyką, z tańcami, z padwany.</l>
          <l>Ale dawno dziewiczy pierwszy poczet teśni,</l>
          <l>że jeszcze nie zaczyna różnogłośnych pieśni.</l>
          <l>Więc-że im puszczę plac dla lepszej krotochwilej,</l>
          <l>wy uznawajcie, która zaśpiewa z nich milej.</l>
        </div>
      </div>
    </body>
  </text>
</TEI>

